Dusza, Relacje, Rozwój osobisty, Świadomość

American Dream

Podziel sie z innymi:

Ile jesteś w stanie zrobić dla ładnego OBRAZKA?

– dla pięknej kobiety
– ekskluzywnego hotelu
– bogatego domu
– sportowego auta
– ładnego ciała
– traktowania jak króla/królowej (służenie)
– własnej wygody i przyjemności
– amerykańskich uśmiechów i miłych słów ze strony innych?

Ile pieniędzy jesteś w stanie wydać, aby czuć się dobrze? Ile można z ciebie ciągnąć?
Ile własnej energii jesteś w stanie oddać innym za ILUZJĘ szczęścia?

Ile musisz się napracować (oddać energii), aby zrealizować swoje „marzenie”? Wyjechać na egzotyczne wakacje, kupić luksusowy dom, auto?

„You gotta work hard to deserve” mówi amerykańskie powiedzenie (musisz ciężko pracować, aby zasłużyć), ale przepraszam, zasłużyć na co? Czy to oznacza, że w swojej istocie, jako człowiek, nie zasługuję? Kto nie zasługuje? Służący? Służący komu?

Dla kogo należy ZAPRACOWAĆ, komu należy usługiwać, aby uzyskać możliwość życiowego spełnienia?

Czy marzenia, na które tak ciężko pracujesz, są w ogóle Twoje?

Z ilu pieniędzy jesteś w stanie dać się wycackać, aby poczuć iluzję szczęścia (luksusowy hotel, auto, ładną kobietę, bogate wakacje, drogie ciuchy)? Za ile jesteś w stanie się sprzedać? Za ile można Cię kupić?

Ile siebie musisz oddać, aby poczuć się lepiej?

Zasługujesz na wszystko

Zasługujesz na wszystko. Taki jesteś w swojej istocie.
Nie musisz ciężko pracować. Wystarczy, że wykonasz mądrą pracę na swoje potrzeby i swojej rodziny. Czy potrzebujesz więcej?

A jeśli potrzebujesz więcej, to po co?

Dla wizerunku?
Ze strachu przed tym, że zabraknie?
By „się rozwijać”?
By mieć „status człowieka majętnego”? Człowieka wyjątkowego, który osiągnął sukces w życiu?
By mnie szanowano?

Uwierzyłeś w kolorowy, piękny obrazek z TV, który obiecuje Tobie szczęście – bogate wakacje, Versace na metce, wielki dom, szybkie auto.

Nie musisz na nie zasłużyć, aby czuć się dobrze. Do pełni szczęścia wystarczy ci skromna chatka w lesie, na wsi. Jednakże, dziś to niemodne, przestarzałe, przegrane, dla „biedaków, idiotów, niemądrych, zacofanych”…

Ludzie wolą pędzić, uganiać się za iluzją spełnienia, bogactwa, pieniędzy. Wierzą, że tylko to da im szczęście, spełnienie, realizację „marzeń”. Tylko – ponownie – czy te „marzenia” są w ogóle Twoje? Czy może ktoś ci je sprzedał opowieścią, ładnym obrazkiem z gazetki, TV, kina? W co uwierzyłeś, że przyniesie ci szczęście, po jego zakupie i realizacji?

Czy musisz stać się Bondem lub Marylin Monroe, aby zyskać poczucie wartości?
Czy musisz skopiować styl bogatych ludzi, aby dopiero wtedy pokazać sobie, że coś znaczysz? Pokazać innym, że jesteś „wartościowy”? Mieć poczucie, że prowadzisz udane i spełnione życie?

Jak bardzo musisz zniszczyć swoje ciało ciągłym rzeźbieniem go, operacjami plastycznymi, alkoholem, pracą od rana do świtu, aby mieć iluzję poczucia wartości? Aby inni przyklasnęli Ci swym podziwem i uznaniem?

W ile kłamstw z ust innych zechcesz uwierzyć, pozwalając im sprawić, byś Ty czuł się lepiej?

Często pędzimy za wizerunkiem, ładnym obrazkiem, palmą, jachtem, szczupłą sylwetką, wyrzeźbionym mięśniem, bo wierzymy, że to właśnie one dadzą nam poczucie spełnienia i szczęścia.

Im więcej zabawek, tym trudniej być sobą.

Ile razy jeszcze musisz się jeszcze upodlić, aby zrozumieć, że prawdziwa wartość tkwi w Tobie?

Czy wiesz, że pracując dzień po dniu na to „marzenie”, oddajesz tak naprawdę swoją energię w realizację najczęściej tylko obrazka, który wmówiono ci (filmem, reklamą, opowieścią sąsiadki), że jest Twój? I że dopiero po jego realizacji staniesz się szczęśliwy? Co więcej, uwierzyłeś, że musisz na niego zasłużyć i zapracować. Że tylko wybrani dostępują tego zaszczytu i uznania, aby je osiągnąć. Dajesz się sterować zewnętrznym obrazkom.

Twoje poczucie wartości spada, gdy widzisz piękny, zewnętrzny obrazek, którego jeszcze nie masz. I rośnie, gdy go osiągasz. Zauważ, że takie poczucie wartości nie jest Twoją własnością, ale sterowane jest zewnętrznym obrazem.

Komu w ogóle służysz?

Oddawanie energii

Każda rzecz i usługa, którą kupujesz, kupujesz za pieniądze, które wcześniej uzyskałeś dzięki swojej ciężkiej pracy. Czy masz w ogóle szacunek do swojej pracy? Czy masz szacunek do swoich działań? Czy masz szacunek do siebie? Czy też roztrwaniasz swoją energię na lewo i prawo, kupując sobie gadżety, które mają wypełnić Twoją dziurę (niskie poczucie wartości), abyś poczuł się lepiej? Jak dużo musisz sobie kupić, aby poczuć się lepiej? Ile pracy, wysiłku musisz włożyć w uzyskanie pieniędzy, a następnie w wydanie ich, aby emocjonalnym kaprysem sprawić sobie przyjemność, by mieć iluzję szczęśliwego życia?

Ile kobiet musisz zaliczyć, ile egzotycznych krajów musisz zwiedzić, ile pieniędzy musisz mieć na koncie, iloma językami musisz się posługiwać, jaką unikalną wiedzą musisz się dowartościować, jaką nienaganną etykietę przy stole musisz prezentować, w czym musisz być lepszy od innych, aby zyskać poczucie pewności siebie? Ile zewnętrznych obrazków musisz sobie pokazać, że są Twoim dziełem, abyś uwierzył, że coś znaczysz?

Zauważ jak szczęśliwy byłbyś, ile własnej energii zachowałbyś, gdybyś nie musiał kupować tych wszystkich rzeczy? Ile pieniędzy byś zaoszczędził, gdybyś nie musiał wydawać ich na emocjonalne kaprysy mające zasłonić Twoje niskie poczucie wartości? Jak silny byłbyś, gdybyś nie musiał udowadniać sobie własnej siły zewnętrznymi gadżetami (w tym i swoim super-atrakcyjnym ciałem)? Jak proste i lekkie byłoby Twoje życie, gdybyś nie musiał już więcej nikomu nić udowadniać?

Wmawiasz sobie szczęście

Domek na Bahamach nie różni się niczym od domku w lesie w Polsce. To tylko Twoja głowa będzie się upierać przy tym, że jest inaczej. Będzie dodawać sobie wartości mówiąc, że „To jest coś! To jest życie!” / że znaczysz więcej / że jesteś lepszy od innych / że odniosłeś sukces / że zasłużyłeś / że w końcu wszystkim pokazałeś / że jesteś „szczęśliwy”.

Nie. Realizując emocjonalne kaprysy (kupując rzeczy lub realizując „marzenia”) nie stajesz się szczęśliwy. Wmawiasz sobie jedynie szczęście, podkręcasz się emocjonalnie („Och! Jak tu pięknie…”), powtarzasz sobie amerykańskie kłamstwa: „This is fantastic! Wonderful! I LOVE it!”, bo musisz utrzymać wewnętrzne przekonanie, że ta emocjonalna droga miała sens. Bo, jakby to było, gdyby można było być szczęśliwym bez tych wszystkich gadżetów? Co by znaczyła ta cała droga, którą wytrwale szedłeś do tej pory? Czy była to w ogóle TWOJA ścieżka?

Emocjonalny podskok nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Szczęście to spokojny, wewnętrzny stan spełnienia i po prostu bycia. Wolność od zewnętrznych emocjonalnych podskoków, gadżetów, które MUSISZ mieć, aby mieć poczucie spełnienia. Jesteś po prostu spełniony. Wolny od zewnętrzności. Wolny od kolorowych obrazków. Wolny od czegoś, co miałoby Ci DODAĆ poczucia wartości. Po prostu JESTEŚ. I jest Ci ze sobą dobrze.

Nie musisz uganiać się za nowym autem, kobietą, wycieczką, wydarzeniem kulturalnym, serialem, duchowym doświadczeniem, spotkaniem z „przyjaciółką”. Możesz, ale nie musisz. Jesteś wolny. Wolny od kaprysów, chęci posiadania, kontroli, użalania się nad sobą, oczekiwań. Wolny od zewnętrzności.