Dusza, Rozwój osobisty, Świadomość

Czy Bóg istnieje?

Czy Bóg Istnieje?
Podziel sie z innymi:

Niedawno znajomy zapytał mnie co sądzę o Bogu. „Przecież byłeś kiedyś ateistą” powiedział.
I to się zgadza. Kiedyś twierdziłem, że Boga nie ma. Że to nikomu niepotrzebny koncept zrzeszający naiwnych, zacofanych, prostych ludzi, najczęściej z małych miast i wsi, którzy wciąż potrzebują wsparcia i prowadzenia. Uważałem, że czas wiary w Boga przeminął. Że to zabobon. Co najwyżej, kościół to sprytny system do manipulowania masami ludzkimi. Będąc ateistą, uważałem się za mądrzejszego od innych. Uważałem, że w życiu najważniejsze są badania naukowe, racjonalizm, wiara w siebie, we własne doświadczenia i własną mądrość.

Sęk w tym, że to wcale Bogu nie przeczy.

Znajomy napisał – „uważam, że wszystkie wiary na ziemi są jednak dla zagubionych owieczek.  Silny i mądry człek trzymający się dobrej etyki sam się poprowadzi dobrze”.

To zależy. Religia to tak naprawdę zbiór pewnych zasad etycznych, które powinny prowadzić człowieka w stronę dobra.
A że do samych kościołów zakradło się wykorzystanie, chciwość, pieniądze, to już inna para kaloszy. Ważne, aby człowiek trzymał się właśnie swoich zasad moralnych i czucia.

Kiedys uważałem, ze Bóg nie istnieje, dziś jednak, po latach zrozumień, wiem, że nie wzięliśmy się znikąd.

Tak, jak my tworzymy, tak i nas ktoś stworzył. Można nazwać to Bogiem albo czymkolwiek – absolutem, wielkim wybuchem lub jakąś wyższą inteligencją.  

My, z tym „wyżej” mamy połączenie (lub nie, jeśli z tego rezygnujemy).

Trzeba się jednak wsłuchać głęboko w siebie, by cokolwiek usłyszeć.

A ciężko Ci usłyszeć cokolwiek, jeśli jak narkotyk chłoniesz świecidełka tego świata – polityka tak ważna dla Ciebie, najnowsza płyta ulubionego muzyka, nowy ciuch, kolejna plotka, ładne ciało, emocjonalny news w internecie, ładne prezenty na święta, wpis na facebooku, giełda, kolejny biznes do zrobienia, kolejne szkolenie, kolejna książka, a na uszach audiobook lub nakręcająca Cię muzyka.

Im więcej tego rodzaju przeszkadzajek, tym coraz mniej słyszysz siebie – swój wewnętrzny głos intuicji. Kierujesz się rozumem, wewnętrznym emocjonalnym podnieceniem i zewnętrznym świecidełkiem, które wydaje Ci się, że nadadzą sens Twojemu życiu.

By usłyszeć siebie nie musisz się modlić, wystarczy wyjazd do lasu. Wystarczy chwila dla siebie. Pomocna jest medytacja.

Na pewno jednak należy wyłączyć cały zgiełk tego swiata. Telefon, komputer, radio, muzykę na uszach. To wszystko odwraca Twoją uwagę. Zasłania Twoje wewnętrzne czucie. Przekierowuje świadomość z Twojego wnętrza -> na zewnątrz.
Każda przeszkadzajka, niczym nachalna reklama, krzyczy „spójrz na mnie”, „kup mnie”, „wyrwij mnie”, ,”weź mnie tu i teraz”. Bezwolnie dajesz się im porwać i zatracając się w nich gubisz siebie.

Gdy kierują Tobą emocjonalne kaprysy, to ciężko Ci będzie spotkać siebie.

Wydaje ci się, że żyjesz, ale tak naprawdę wciąż uganiasz się za coraz to nowszą marchewką, narzekając na to co jest, krytykując siebie, że jeszcze nie jesteś tak doskonały jak coach w telewizorze.
Będziesz się jednak starał, więc biegniesz szybciej, choć tak naprawdę zupełnie nie wiesz po co biegniesz.

Dziś wszyscy pędzimy jak po autostradzie i nie czujemy siebie. Wydaje nam się, że szybsze auto, ładniejsza kobieta, kolejna impreza, nowy znajomy, świetne wakacje w końcu poprawią nam samopoczucie. Bo czyż nie o to chodzi, by jakoś zaradzić swemu złemu samopoczuciu? Np. piwkiem, papieroskiem, nową torebką, dobrym filmem, wykwintnym obiadem, newsem w tv, ekstremalnym sportem, mega seksem?

Nie. To tylko odwracacze Twojej uwagi.

Zapytasz – „To co… mam z tego wszystkiego zrezygnować i stać się p*** mnichem?!!”.

Nie, to wszystko fajne, ludzkie rzeczy, ale pod warunkiem, że są one dodatkami do Twojej osobowości, a nie stanowią pierwotnego jej wypełnienia. Pod warunkiem, że w pierwszej kolejności trzymasz się swojego wnętrza, swojego korzenia, swojej unikalnej mądrości, swojego spokoju, że trzymasz się SIEBIE – swojego czucia, a nie zastępujesz to odcięcie od samego siebie ZEWNĘTRZNYMI atrakcjami, które choć na chwilę mają nadać sens Twojemu życiu.

Ileż można się szprycować?

Fizyka kwantowa

Wciąż pędzimy i nie czujemy siebie. Tego Boga WEWNĄTRZ nas.
Można nazwać to intuicją. Można nazwać to prowadzeniem.
Po prostu – wiesz kim jesteś i do czego zostałeś stworzony. Masz wewnętrzną wiarę i pewność sensu swojego istnienia.

Już nawet naukowcy dowodzą, że nie jesteśmy wyłącznie ciałem, ale przede wszystkim świadomością, która tym ciałem jedynie steruje.

Wiąże się z tym fizyka kwantowa. Albo inaczej – to coś, co człowiek nazwał dla własnego użytku fizyką kwantową. Bo przecież człowiek tego nie wymyślił, a jedynie zaważył coś, co już istniało. Spojrzał szerzej na rzeczywistość, choć wcześniej  wydawało się to magią. Każdy naukowiec, choć wydaje mu się, że wymyślił coś nowego  (żywiąc własne ego), tak naprawdę opisał coś, co istniało od milionów lat.

Coraz więcej źródeł mówi również o tym, że jesteśmy czystą energią. A to, co postrzegamy zmysłami to jedynie iluzja, matrix – zagęszczenie energii do postaci fizycznej.

Już Einstein stwierdził, że masa i energią są wzajemnie powiązane. To dwie strony tej samej monety. To, co postrzegamy jako przedmiot, pomimo że się nie porusza, ma swoją energię. To, co postrzegamy jako martwe – żyje. Ma swoją energię. Wibruje.

Zwróć uwagę, że im bardziej powiększymy przedmiot fizyczny i spojrzymy na budujące go atomy oraz cząstki elementarne, to okaże się, że jest między nimi tak naprawdę więcej pustej przestrzeni niż samej materii. 99,99% atomu to tzw. pusta przestrzeń. A w niej niewidzialne siły, które utrzymują cząstki elementarne w grupie.

Okazuje się, że nasz świat składa się nie tylko z tego, co można dotknąć ręką, posmakować językiem i zobaczyć okiem.

Zauważ, że to, co wydaje Ci się tak solidne i trwałe, jak np. marmurowa skała czy diamentowy pierścionek, tak naprawdę są prawie w 100% pustą przestrzenią. One prawie nie istnieją. To nasze zmysły tak odbierają tę rzeczywistość, że wydaje Ci się, że żyjesz w trwałym świecie.

Świat energii

Fizyka kwantowa i Bóg wiele mają wspólnego.

Jeszcze w ławkach szkolnych uczyliśmy się, że świat, który obserwujemy zbudowany jest z atomów. Atomy, z kolei, składają się z protonów, neutronów i elektronów. Te z kolei składają się z jeszcze mniejszych kwarków. A według najnowszej teorii strun kwarki są niczym innym jak wibrującą energią. Są „tańczącymi włóknami energii”, które przypominają wibrujące struny. Efektem ich wibracji nie są dźwięki, ale cząstki, które tworzą świat. Inna wibracja tworzy inną cząstkę. Świat nasz, więc, nie jest tworem fizycznym, a energetycznym, który dopiero w wyniku swojej kreacji tworzy świat fizyczny.

Fizycy obserwując wszechświat w skali galaktyk, zauważyli, że masa we wszechświecie, którą obserwujemy nie może stanowić całości.

Gdyby całą masę i energię wszechświata znaną człowiekowi zsumować, to i tak jest stanowi ona jedynie 1% wszystkiego. Reszta jest ciemną energią. Czymś, czego nie widać.

Zauważono również, że „pusta” przestrzeń we wszechświecie sama z siebie tworzy energię i materię (efekt Quazimira). Czysta próznia generuje energię i materię. Coś, co „nie istnieje” tworzy coś co istnieje. Jak to jest możliwe?

Człowiek kreuje wynik

Doświadczenia fizyki kwantowej pokazują, że jesteśmy twórcami własnej rzeczywistości („na podobieństwo”).
Pomiar wykonany przez fizyka powoduje tzw. kolaps funkcji falowej, co fizycznie oznacza, że do momentu pomiaru układ nie posiada żadnego położenia, a sam moment POMIARU ustawia układ w konkretnej pozycji. Eskperymenty fizyki kwantowej pokazują, że to jak postrzegamy rzeczywistość wpływa na to, co będziemy tworzyć.

W roku 2012 w instytucie CERN dzięki Wielkiemu Zderzaczowi Hadronów doświadczalnie udowodniono istnienie bozonu Higgsa, tzw. „boskiej” cząstki. Jest uważana za odpowiedzialną za istnienie świata materialnego.
W wyniku pola Higgsa – bezmasowe cząstki nabierają masy. Coś, co nie jest widoczne, widoczne się staje. Świat materialny i niematerialny przenikają się.

Jeden z eksperymentów naukowych pokazał, że możliwe jest przekazanie informacji na odległość. Dwie sprzężone cząstki, oddalone od siebie o 100 mil, a jednak jedna z nich reagowała na zmianę stanu drugiej. Patrząc z perspektywy starego postrzegania fizyki newtonowskiej nie jest to możliwe. Rzeczywistość pokazała, że jest inaczej.

Powoli dochodzimy do naukowego zrozumienia, że na głębokim poziomie wszystko jest połączone. Wszystko jest jednością. Wszystko jest… Bogiem?

Dwie części

Jeśli dobrze przyjrzysz się temu, co obecnie dzieje się na ziemi, to zauważysz, że coraz więcej źródeł mówi o istnieniu dwóch części człowieka – części widzialnej (np.ciało) oraz części niewidzialnej (intuicja, odczuwanie pozazmysłowe, energia). Jeśli wierzysz, że jesteś tylko częścią widzialną, to tak jakbyś kasował połowę siebie. Jesteś czymś więcej, niż to co widzą twoje oczy i słyszą twoje uszy.

Einstein potwierdził – skoro istnieje materia, to istnieje też z jej drugiej strony energia. I jedno stale przemienia się w drugie.

Jeśli jednak wierzysz wyłącznie w te fizyczne zabawki, które otaczają Cię na co dzień (ładny krajobraz, piękne ciało, wystrojony dom), to tak, jakbyś odcinał niewidzialną część siebie. Uznawał, że Twoja dusza nie istnieje. To tak jakbyś wierzył, że jedyne co istnieje w Twoim życiu to otaczające Cię fizyczne (które możesz dostrzec ograniczonymi zmysłami) przedmioty, które gromadzisz. I jedyne co istnieje, to obrazki, na które patrzysz – z definicji ograniczonym zmysłem wzroku (oko wykrywa tylko pewien zakres promieniowania elektromagnetycznego – 380-780 nm).

Fizyka newtonowska pokazuje, że ten świat jest zewnętrznym tworem, na który możemy tylko patrzeć i w nim uczestniczyć. Istnieje niezależnie od moich doświadczeń.

Fizyka kwantowa pokazuje, że nie należy myśleć o rzeczach, ale o możliwościach własnej świadomości. A świadomość jest falą możliwości.

Fizyka a METAfizyka

Podczas przygotowań do tego artykułu rozmawiałem z doświadczonymi fizykami. Niezależnie twierdzili, że „nie ma sensu tracić czasu nad UDOWODNIENIEM Boga poprzez doświadczenia i polemikę naukową, ponieważ z zasady nauka nie jest PRAWDĄ (życiem, istnieniem, nieskończonością, wszystkim, jednością, Bogiem), ale jest prawdoPODOBIEŃSTWEM. A prawdoPODOBIEŃSTWO jedynie docieka PRAWDY”. Fizyka to jedynie PRÓBA zrozumienia wszechświata przez maluczkie rozumy ludzkie. Czym jest nasze zrozumienie (nawet w dzisiejszych czasach) w porównaniu z bezkresem istnienia życia i kosmosu?

Według fizyków fizyka i METAfizyka to dwa odrębne światy, których nigdy nie uda się połączyć. Jak dla mnie to dwie strony tej samej monety – funkcjonują niezależnie, przeplatając się wzajemnie. Widzialne z niewidzialnym. Materia z energią. Doświadczanie fizyczne z wiarą. Logika z intuicją. Machnika klasyczna z mechaniką kwantową.

Na tym polega właśnie różnica między głową a sercem, między logiką a czuciem, że głowa nigdy nie zrozumie czucia serca. A Bóg to czucie, Bóg to zaufanie, Bóg to prawda, Bóg to miłość. Boga się nie rozumie, Boga się czuje i ufa.
Gdy czujesz, to po prostu wiesz. Gdy próbujesz zrozumieć głową, to wciąż pozostajesz w przestrzeni matematycznych, racjonalnych, logicznych wzorów. Bez umniejszania człowiekowi – wiadro nigdy nie zrozumie oceanu.

Wiara

Zauważ, że ty też wierzysz.
Bardziej jednak w to, że NIE jesteśmy niczym więcej niż tylko ciałem fizycznym – wyrwanym z całego spektrum zakresem wibracji.

A to nawet fizycznie nie jest możliwe.
To, co widzimy, słyszymy, czujemy – okiem, uchem, nosem, skórą, to tylko percepcja wąskiego zakresu częstotliwości.

Czy nie byłoby brakiem pokory (i umniejszaniem człowieka)  twierdzić, że jesteśmy tylko tymi zmysłami? Tylko tym co widzimy, słyszymy, czujemy?

Czy to,  że nie widzisz prądu w kablu, oznacza, że go nie ma? To, że nie czujesz pola elektromagnetycznego drugiego człowieka, oznacza, że go nie ma? To, że, nie widzisz fal komórkowych, tzn. że nie istnieją? To, że nie wierzysz w Boga, oznacza, że go nie ma?

Ty możesz tego nie wiedzieć, albo nie wierzyć, ale to nie oznacza, że coś szerszego, większego od nas nie istnieje.

Czy to nie lekko buńczuczne twierdzić, że istniejesz tylko Ty?

Egocentryzm

Kiedyś twierdziłem, że nic poza tym co widzi szkiełko i oko nie istnieje. Był to też czas mojej dużej ograniczonosci postrzegania, mojego poczucia wyższości, dumy, pychy, chęci kontroli, wielkiego strachu wewnętrznego, nie przyznawania się do tego, że czuję się słaby, kruchy, czasami bezsilny, zły, samotny i tęskniący za bliskością i miłością. Udawałem otwartość, choć tak naprawdę byłem zamknięty. Udawałem pewność, choć mój strach wynikał z braku poczucia kontroli. Brakowało mi zaufania, pewności, wiary i pokory.

Dziś wiem, że wtedy wiedziałem niewiele. Chciałem być wielki, wiec ciężko było mi uznać, że istnieje coś większego ode mnie.
Miałem opór i upur w chęci trwania przy swoim zdaniu i wymyślonym obrazie życia. Chciałem udźwignąć dziesięciu facetów na swoich barkach. Ciężko było mi uznać wielkość własnego ojca, a tym samym – wielkość tego „ojca”, który nas stworzył.

Czy to nie brak pokory twierdzić, że nie istnieje nic większego od nas?

Chcemy być najmadrzejsi, najszybsi, najdoskonalsi, najlepsi. Ciężko nam zrobić pokłon, podziękować, za to wszystko, co zostało nam dane, abyśmy mogli doświadczać siebie.

Człowiek lubi być pyszny, bo ma małe ego i chce być wielki. Chce mędrkować, pokazywać się w TV, na scenie, brylować wśród znajomych.
Zapomniał o tym, że życie ma być zabawą i doświadczaniem.

Nie chce przyznać, że tak naprawdę jest MAŁY przy większych energiach, których nie widzi i nie rozumie (a jednocześnie ma czelność twierdzić, że nie istnieją).

To egocentryzm wynikający z chęci bycia największym, najlepszym, najmadrzejszym.

„Bóg jest dla naiwnych głupków”

Z drugiej strony mamy nieskończoną moc wewnętrzną  (na podobieństwo do nieskończoności), aby zrobić wszystko, czego tylko pragniemy.

Wiara w Boga nie polega na naiwnym zrezygnowaniu z własnej mądrości, roztropnosci, rozwagi i ślepym podążaniu za nakazem księdza.  Wręcz odwrotnie, jeśli jesteś mądry, to wykazujesz się swoją mądrością i etyką, bo to było ci dane, byś mógł tworzyć dobro.

Wiara w Większe wcale nie oznacza umniejszanie siebie i ślepe podążanie za kościołem. Wiara nie oznacza rezygnacji z samodzielnego stanowienia o własnym życiu.

Wręcz przeciwnie – ponieważ jesteśmy stworzeni „na podobieństwo”, możemy kreować wielkie dzieła.

Ciężko jednak kreować wielkie, jeśli odwracasz się od swoich boskich możliwości – od własnej kreatywności, serdeczności, empatii, etyki czy odwagi – od tego, co zostało Ci dane „w spadku”.

Wiara jest nieodłącznym elementem człowieczeństwa.

Jeśli nie wierzysz, chociażby we własne zdolności tworzenia, w swoje umiejętności i swoją wielkość, zapadasz się i umierasz.

Stworzony na podobienstwo

Mówi się że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga. Nie oznacza to wcale, że Bóg ma ręce, głowę i nogi. Oznacza to, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo DUCHOWE. Oznacza to, że mamy ten sam dar tworzenia, kochania, realizmu, etyki, dobroci, pokory czy odwagi.

Jesteś synem bożym – oznacza, że możesz wszystko. Kochać, tworzyć i wybaczać.
Posiadanie Boga w sobie to posiadanie tej samej cząstki kreacji, miłości, jaką miała wyższa świadomość kreując nas.

Wiara a religia

Należy zrobić jedno istotne rozróżnienie – czym innym jest wiara w Boga, a czym innym jest religia (i podążanie za kościołem).
Wiara związana jest z byciem dobrym.
Religia, natomiast, nie musi mieć wiele wspólnego z Bogiem. Czasami jest wręcz przeciwnie. W każdej religii znajdziemy wiele zła, polityki, szantażu, pieniędzy, gier i manipulacji w białych rękawiczkach. Wystarczy wspomnieć wyprawy krzyżowe, w których zabijano w imieniu Boga. Politykę, w którą miesza się Boga – a to manipulacja w czystej postaci (przeciwieństwo Boga i miłości). To, że kościół działa źle, nie oznacza, że Boga nie ma. Oznacza tylko, że do kościoła zakradło się władza, zakłamanie, kontrola.

Jeśli „Bóg jest dobry”, to nigdy nie nakazywał nikogo zabijać. W polityce nie ma miejsca na Boga. To indywidualny stosunek danego człowieka do istoty wyższej.

Boga łatwo jest zimitować, podszyć się pod niego. Ksiądz również może kierować się wyzyskiem, żądzą, chciwością, zazdrością, manipulacją i pokusą władzy. W każdym miejscu spotkasz światło i cień. To indywidualna, wewnętrzna walka każdego człowieka. Kontakt z wyższą jaźnią jest wewnętrznym procesem i drogą każdego człowieka.

Wiara jest naszym indywidualnym podejściem do Boga – do dobra, do uczciwości własnej, do zaufania do siebie, do cierpliwości, pokory czy do prawdy i odwagi jej wyrażania.

To ludzie wybierają między złym a dobrym. Między cieniem a światłem. Między uczciwym a wykorzystaniem. Między sprawiedliwością a egoizmem. Bogu nigdy nie chodziło o pieniądze. Ludziom tak.

A więc, czy Bóg istnieje?
Tylko dla tych, którzy chcą go poznać. Poczuć. Doświadczyć w zaufaniu. W byciu otwartym na coś więcej niż rozum. Otwartym na prowadzenie, zaufanie i intuicję.

Dla naszych dzieci

Spotkałem dziś muzułmanina, który tłumaczył mi, że jesteśmy braćmi, dziećmi Boga. Zgadzam się z nim.
Nie ważne czy jesteś żydem, muzułmaninem, chrześcijaninem, białym czy czarnym. Wszyscy jesteśmy sobie równi, ponieważ jesteśmy Ludźmi.

A bycie człowiekiem zobowiązuje. Do wspólnego dobra, do kreacji lepszego świata dla naszych dzieci.

Do bliskości, szacunku, mądrości, miłości, wiary w lepsze dobro i odwagi, by je tworzyć.

By tworzyć lepszy świat dla naszych dzieci. A to wymaga od Ciebie poświęceń, rezygnacji z ego, wywyższania się. Wymaga też odpowiedzialności.
Wymaga dbania o naszą ziemię i globalnego myślenia o nas wszystkich jako o jedności, a nie niszczenia jej na egoistyczne potrzeby jednostki.

Jeśli będziesz ciągle żył jak mały chłopiec, uganiajac się za ładnymi obrazkami, Twoje dzieci nie dożyją swoich.

Weź odpowiedzialność za swoje życie.

Tak się złożyło, że piszę ten wpis z Jerozolimy w Izraelu, z miejsca łączenia wrogich religii i poglądów. W miejscu, w którym naprawdę można zobaczyć, że Jezus był postacią historyczną, a nie tylko biblijnym wymysłem.

Wszystkiego dobrego. Niech Bóg ma was w swojej opiece.