Dusza, Rodzina, Rozwój osobisty, Świadomość

Synek mamusi, czyli lęk przed odrzuceniem

Podziel sie z innymi:

Czy bywasz uległy wobec kobiety, szukasz Jej akceptacji, często pytasz Ją o zdanie i działasz tak, aby tylko Jej nie ZRANIĆ? Powitaj lęk przed odrzuceniem.

Możliwe, że nie odciąłeś pępowiny od swojej matki. Umniejszasz swoje potrzeby, aby tylko Jej nie urazić – „Nie chcę jej sprawiać przykrości. Nie chcę, aby ją bolało”. W ten sposób wciąż pozostajesz chłopcem mamusi, który neguje własne potrzeby i stara się dopasować do otoczenia, aby być akceptowanym. Wewnątrz wciąż szukasz miłości mamusi. Zrobisz wiele, aby kobieta Cię nie odrzuciła. To strach przed tym, że zostawi Cię ktoś bliski.

Lęk przed odrzuceniem

Strach przed kobietą, a właściwie strach przed jej oceną, oczekiwaniem akceptacji, zgody, zrozumienia i przyzwolenia, to tak naprawdę potrzeba bycia blisko matki. Gdy byliśmy dziećmi oczekiwaliśmy akceptacji mamy. Tego, że będzie przy nas blisko, będzie nas kochać. To ona często odwracała nas przeciwko ojcu, a więc przeciwko obrazowi naszej własnej męskości:

„Niegrzeczny chłopiec.. Nie rób tego. Zachowujesz się jak twój tata…”.

A jednak w środku jesteś w olbrzymim stopniu swoim ojcem, ponieważ jesteś mężczyzną. Krytyka ojca to tak naprawdę krytyka samego siebie. Męskości i siły w Twoim sercu.

Pierdol to. Bądź mężczyzną. Zbuntuj się przeciwko matce. Miej własne zdanie. Nie bój się negatywnej oceny ze strony swojej kobiety. Nie staraj się przypodobać kobietom. „Mamusiu, czy dobrze w w tym wyglądam?” Nie bój się odrzucenia. Nie bój się, że cię zostawi. Nie bój się, że zostaniesz sam. Być może właśnie o to chodzi, abyś został sam i dorósł, stał się odpowiedzialnym i silnym mężczyzną, który wie, czego chce. A tego nie da się zrobić będąc synkiem mamusi.

Czy jesteś gotów pozostać sam? Wybrać się w samotną, symboliczną dziką wyprawę po górach, gdzie nikogo przy tobie nie będzie? Znaleźć własną drogę do samotni? Czy jesteś gotów odciąć pępowinę?

Nie bój się. Mamusia cię nie zbije. Nie przestanie cię kochać. Bądź mężczyzną.

Nie dawaj przyzwolenia na to, aby kobieta robiła to, co chce, jeśli Tobie to nie pasuje. Bądź facetem. Wyrażaj siebie. Nie bój się mieć własnego zdania. Nie bądź uległy, ale razem dochodźcie do WSPÓLNEGO (nie tylko Jej) rozwiązania.

Kobieta będzie cię wciąż testować, sprawdzając na ile może sobie pozwolić. Ale to Ty stawiasz własne granice. Nie zrobi tego za ciebie mamusia. Jeśli pozwalasz Jej wkraczać na swój niezależny, męski teren, pierścienie waszego wspólnego życia przestają być w równowadze (50%/50%) i może być to sygnał, że coś warto przemyśleć. Czy jasno wyrażasz swoją osobę? Na ile jasno przekazujesz własne potrzeby i stawiasz własne granice? Na ile jesteś sobą?

Boisz się jej krytyki. Czujesz lęk przed odrzuceniem. Boisz się „tego” spojrzenia. Boisz się focha i aby tego uniknąć, robisz finalnie dokładnie to, czego ONA chce, rezygnując z siebie. Pozostajesz małym, grzecznym chłopcem. Pozostajesz uległym maminsynkiem.

Ona jest zadowolona, ponieważ wciąż ma kontrolę. Ma ciebie w swoich rękach i nie chce, byś czytał ten tekst. Tak naprawdę, to zmieniły się tylko ręce – zamiast mamusi, za sznurki pociąga teraz żona.

A kobiety chcą być z synkiem mamusi, ponieważ nigdzie im nie ucieknie. Jest bezpieczny. On po prostu nie ma jaj, by to zrobić. Można go łatwo urobić, by żył tak, jak ona tego pragnie. Taki idealny kandydat na męża.

Po latach wspólnego życia pojawia się jednak problem, ponieważ ona w głębi duszy pragnie być Kobietą (nie dziewczynką) – adorowaną, piękną, zdobywaną i dobrze zerżn*ętą. Chce być z konkretnym, stanowczym facetem, który wie czego chce od życia, wie jaką ścieżką chce podążać. Być z mężczyzną, który chętnie zabierze ją we wspólny życiowy rejs, jeśli ona tylko zechce za nim podążać.

Problem w tym, że synek mamusi nie potrafi tego zrobić. Jest czuły, miły i grzeczny. Taki dobry chłopiec. Sam nie wie czego chce.

Nie bój się konfrontacji z kobietą. Możesz w głębi duszy odczuwać strach, gdy stajesz z nią oko w oko w konfrontacji. Możesz czuć lęk przed odrzuceniem. W końcu jeśli się z nią zmierzysz, to w głębi duszy mierzysz się jako mały chłopiec ze swoją matką. A to małego chłopca może boleć. Konieczny jest bunt przeciwko własnej matce, abyś mógł nauczyć się jasno stawiać własne granice.

Nie bój się odrzucenia ze strony kobiet. Nie bój się ich krytyki. Nie próbuj na siłę dopasować się do tego, jak chciałyby cię widzieć. „Ubierz to… nie rób tego… zachowuj się. Co ty robisz?! Powinieneś…”. Czy one tworzą ciebie, czy ty sam siebie?

Kobiety chcą być z mężczyzną silnym, konkretnym, wiedzącym czego chce. Za takim chcą podążać.
Nie chodzi więc o to, by być przeciwko kobiecie. Chodzi o to, by szanować jej uczucia i wybory, a przy tym jasno wyrażać wybory i uczucia własne. Jasno wyrażać własne granice. Wiedzieć kim się jest i przede wszystkim czego oczekuje się od życia i samego siebie. Tego nie jest w stanie zaburzyć żaden kobiecy huragan.