Dusza, Rozwój osobisty, Świadomość

Odpowiedzialność za własne myśli

Podziel sie z innymi:

W codziennym życiu często wchodzimy w rolę ofiary, poddając się czemuś, czego wewnętrznie nie chcemy. To samo również dzieje się w naszej głowie. Cały czas przychodzą do nas myśli. Różne myśli. I te ładne, jak i te wkur**jące. Gdy biernie się im poddajesz, zaczynasz w nie wierzyć, wchodzisz w rolę ofiary, która zakłada, że myśli przychodzą i nie można z nimi nic innego zrobić, jak tylko im uwierzyć. No w końcu do mnie przychodzą, są więc moje, tak?

Weź odpowiedzialność za swoje myśli. Za swoją głowę. Myśli się myślą, cały czas. Przychodzą, odchodzą. Jednego dnia są piękne, innego rozpaczliwe. One po prostu są. Pojawiają się i znikają. Buddyści o tym wiedzą. Oni jedynie obserwują myśli, ale w nie nie wchodzą. Nie przejmują się nimi za bardzo. To słuszna idea.

Czy biorę odpowiedzialność za własną głowę? Za własne myślenie? Czy wierzę swoim myślom? Czy może jestem jak marionetka – jaka myśl przyjdzie, taka będzie jakość mojego dnia?

Czy mam świadomość, że TA myśl (która w danej chwili przyszła) jest niezgodna z prawdą i nie ma co dzielić włosa na czworo? Czy może wierzę w nią, jak i w każdą kolejną, drążę ją, targają mną emocjonalne prądy i nie czuję wewnętrznej stabilności?

Jeśli skupiasz się na dziesiątkach możliwych wersji, analizujesz tysiące możliwych opcji, będziesz genialnym myślicielem. Problem w tym, że życie przejdzie obok.

Natarczywe, uporczywe myśli wywołują silne emocje. Nawet jeśli ich nie okazujesz, kłębią się w Twoim wnętrzu. Im bardziej skupiasz się na danej myśli, tym bardziej (przez ciągłe wałkowanie tematu) zakorzenia się ona w Twoim ciele i – jeśli jest ona niekorzystna – zaczynasz chorować. Zdrowe ciało to zdrowe myśli. Chcesz być zdrowy – puszczaj. Puszczaj stare myśli, puszczaj przeszłość. Ona już była.

Myśli powinienem podporządkować globalnej wizji, jaką aktualnie posiadam w życiu. Jeśli przychodząca myśl nie jest zgodna z moimi aktualnymi przekonaniami i wartościami, które w danym momencie życia są dla mnie ważne, nie wchodzę w nie. Zostawiam.

Czy ta myśl jest zgodna z prawdą? Z MOJĄ prawdą? Czy chcę się na niej uwieszać?
Czy może jednak wolę ją puścić, nie uczepiać się jej i wrócić do Życia, w Tu i Teraz?

Czy jestem jak ofiara, która wierzy, że to, co się myśli jest moje? A skoro o tym myślę, to znaczy, że taki jestem. Czy – przeciwnie – biorę odpowiedzialność za własne myśli i tym samym za jakość mojego życia?

Widzę jakie myśli przychodzą, ale nie bardzo się w nie wkręcam. Nie ma sensu. Będą ich jeszcze miliony. Potrafię więc oddzielić ziarno od plew. Wiem co jest moje (to, co naprawdę czuję i to czego głęboko pragnę), a co jest tylko nalepką, którą wziąłem ze społeczeństwa.

Najczęściej myśli nie są nasze. Są zebrane w trakcie życia, dzieciństwa, w trakcie porannej rozmowy ze znajomym. Czas to puścić, uwolnić się, by szczęśliwie, z dziecięcą radością żyć w Tu i Teraz.

Czy ta myśl mi służy? Czy ta myśl jest korzystna? Jeśli nie – puść ją. Naprawdę, nie ma sensu się na niej uwieszać i potęgować swojego schematu ofiary. Szkoda czasu. Szkoda życia.

Im szybciej ją puścisz, tym szybciej będziesz szczęśliwy. Będziesz mógł ze spokojem wykonać kolejny krok. Bez patrzenia wstecz.