Zdrowie

Społeczeństwo dzieci

Podziel sie z innymi:

Smutne to czasy, gdy specom od sprzedaży łatwiej dotrzeć do naszych serc, niż drugiemu człowiekowi.

Smutne to czasy, gdy zamiast zwyciężać dla samych siebie, zdobywamy świat stając się bohaterem po zakupie najnowszych butów Adidasa, odkrywamy swoje piękno smarując się najnowszym kremem Nivea, po przygodę idziemy do najbliższego McDonalda, radość i przyjaźń odnajdujemy w butelce piwa Żywiec, a życie odkrywamy w sentencji kapsla Tymbarku.

Smutne to czasy, gdy kupujemy wymarzone buty nie dlatego, że podobają nam się tak bardzo, że chcemy tańczyć w nich w deszczu na ulicy, radując się jak dziecko (i nie ważne, że ludzie patrzą), ale po to, by zrobić wrażenie na innych, ze strachu sprawdzać czy już zostałem zaakceptowany, czy już jestem lepszy. Tak bardzo brakuje nam miłości własnej.

Żyjemy w świecie dziecięcej energii. Jesteśmy chodzącymi dziećmi w skafandrach „dorosłych” ludzi. Wciąż się obrażamy, walimy „focha”, zazdrościmy, atakujemy innych, oczekujemy od innych zmiany, uważamy, że nam się należy.

Medialny bełkot

Wystarczy na chwilę włączyć TV, aby zobaczyć, że znikają z TV programy dla dojrzałych ludzi. Wypierane są przez coraz bardziej głupkowate, oparte na energii niedojrzałego dziecka, które musi zostać zabawione, które nie ma dostępu do własnych uczuć, a jedynie emocji.

Wystarczy włączyć radio, aby skanując w samochodzie stacje, kanał za kanałem, usłyszeć, że dorosłym ludziom – albo tym, którzy wydawałoby się, że są dorośli – proponowana jest muzyka, która przeznaczona jest dla młodzieży. Rihanny nie słuchają już tylko nastoletnie dziewczynki, ale 30-letnie kobiety, które emocjonalnie noszą w sobie 7-letnią dziewczynkę. Buntowniczki, które nigdy nie pokochały siebie.

Nie zauważają tej tożsamości sprzedającej swoją osobą pożądanie, podziw, mega energię, seksapil, bunt przeciwko męskości („teraz Ja tu rządzę!”). Nie zauważają, że to zbuntowana dziewczynka, która tak bardzo pragnie miłości… Swój ciągnie do swego. 30-letnie dziewczynki kupują ten przekaz, ponieważ uznają go za jedyny prawdziwy i słuszny – „tylko tak zdobędę uznanie i akceptację – będąc silna, piękna i niezależna”.

Ucieczka

Jako społeczeństwo jesteśmy w czarnej dupie. Dążymy do ciągłej zabawy, uciekając przed smutkiem. Dance wypełnia fale radiowe. Jakbyśmy podświadomie odtwarzali mantrę – „Wszystko jest dobrze. Nie trzeba nic zmieniać. Po prostu uśmiechnij się i żyj dalej. Myśl pozytywnie!”

Światem rządzi niska wibracja. Ludzie są niedojrzali. Całe nasze społeczeństwa pozostają dziećmi. Cały marketing opiera się na komunikacji z emocjonalnym dzieckiem, ponieważ jemu jest najłatwiej sprzedać. Dziecko nie kwestionuje – dziecko kupuje. Jesteśmy podatni na tanie przekazy. Inaczej by to nie działało. Jesteśmy maleńkimi dziećmi, które same nie wiedzą czego chcą. A gdy nie wiesz czego chcesz, producent ci podpowie.

Jesteśmy dziećmi w ciałach ze zmarszczkami. Nie akceptujemy przemijania, usuwamy zmarszczki, powiększamy biusty, chcemy być perfekcyjni. Boimy się śmierci. Uwierzyliśmy w to, że nie jesteśmy idealni tacy, jacy jesteśmy.
Wciąż chcemy być ładni – jak 7-letnia dziewczynka szukająca akceptacji tatusia.

Żyjemy w społeczeństwie emocjonalnych dzieci. Bezdusznej energii. Braku dostępu do serca. Mylimy Miłość z zauroczeniem ciałem. Mylimy Miłość z potrzebą akceptacji, zamiast zaakceptować siebie. Mylimy Miłość z potrzebą seksu i gwałcimy innych, zamiast otworzyć się na drugiego człowieka. Miłość to czyste dawanie i zrozumienie. A my ciągle bierzemy i oczekujemy. Wciąż chcemy więcej, wyżej, mocniej, szybciej.

Bóg stał się pośmiewiskiem

Bóg stał się pośmiewiskiem. „Ty wciąż w to wierzysz? Przecież to niemodne!”. Tak bardzo jesteśmy w głowach, że nie czujemy. Analizujemy, racjonalizujemy, szukamy faktów na „Boga urojonego”. Szukamy logiki, zamiast otwierać się na życie i przepływ.

Nasze zainstalowane tożsamości sceptyków i krytyków śmieją się, gdy ktoś zaczyna mówić o Bogu. Ironiczny uśmieszek i krytyka wynikają z braku odczuwania. Do jednego worka wrzucamy Boga i katolicyzm, nie szukając Prawdy w sobie. Odrzucamy duchowość i czujemy się zagubieni. Nie staramy się oddzielać ziarna od plew, bo i po co?

A tymczasem… wciąż musimy kupować, by zapełnić emocjonalną pustkę. To stało się takie normalne. Tak szybko daje nam rozwiązanie problemu. Spece od reklamy zrozumieli to już dawno – daj człowiekowi łatwe rozwiązanie jego problemu, a będzie Twoim wiernym fanem do końca życia. Spraw, by czuł się atrakcyjny, mądry, inteligentny.

Prozac, Viagra, Ibuprom, Pampers. Szybko, teraz. I możesz dalej nie myśleć. Kolejny dzień, kolejna kawa, praca do 16, obiad, TV, szybki seks, sen i kolejny dzień…

Kim jesteś?

Mamy pretensje do świata, że ludzie nas nie kochają, a tak naprawdę nie kochamy samych siebie. Mamy żal do szefa, że nas nie docenia, a tymczasem nie doceniamy samych siebie. Mamy pretensje, że skrzywdził nas partner, a tak naprawdę pozwoliliśmy gwałcić samych siebie. Mamy żal, że zostawił nas najlepszy przyjaciel, a tak naprawdę dawno zostawiliśmy samych siebie.

Oczekujemy wciąż od drugiej strony, że się zmieni, zrobi coś za nas, że coś nam da. A właśnie wtedy najłatwiej nami manipulować. Gdy odczuwasz wewnętrzną pełnię, nikt nie może Cię skrzywdzić. Nikt nie może Cię zranić. Po prostu wiesz, że nie mówi o Tobie.

Jak ofiara błagamy swojego męża, żonę, kochanka – „Pokochaj mnie, tak bardzo Cię potrzebuję”, bo nie potrafimy kochać samych siebie. Mówimy „Bądź przy mnie, nigdy mnie nie opuszczaj”, a już dawno opuściliśmy samych siebie. Jesteśmy jak pasożyt wysysający energię z drugiej strony.