Skąd bierze się zazdrość, zaborczość?

Gdy żyjemy dłużej z jednym człowiekiem – niezależnie, czy jest to partner życiowy, czy przyjaciel – stopniowo otwieramy na niego serce.
Lęk przed zranieniem znika coraz bardziej. Dzień po dniu stajemy się coraz bardziej otwarci na tę osobę. Narasta w nas zaufanie.

I tu zaczyna się pewien problem. Otóż, jeśli dotychczas mieliśmy zamknięte serce (a jest to w dzisiejszym świecie powszechne zjawisko), to jest olbrzymia szansa, że nauczyliśmy się je otwierać tylko przy tej konkretnej osobie.
Gdy nasza ukochana osoba znika (nie musi to być dosłowne zniknięcie; może to być tylko PODEJRZENIE chęci zdrady – jakakolwiek forma lęku, że stracimy danego partnera) pojawia się w nas zazdrość i zaborczość.

Skąd ta zazdrość? Nie z zazdrości dla samej chęci jej przeżywania, ale zazdrość, ponieważ boimy się, że więcej nie będziemy mieć otwartego serca. Jeśli nauczyliśmy się (nieświadomie) tylko przy tej osobie otwierać naszą duszę, to gdy ona w naszym mniemaniu oddala się, nieświadomie boimy się, że stracimy kontakt z otwartością naszego serca. Że znów zamkniemy swoje serce. Boimy się, że gdy zostaniemy sami, staniemy się niepełni, wybrakowani. Wyzywamy drugą stronę od dziw.. chu…, itd., bo w głębi duszy tak bardzo boimy się zamknięcia własnego serca i pozostania „samotnymi”.

Nie jest to zazdrość związaną z tym konkretnym partnerem, ale jest to strach, że nigdy więcej nie zaznamy tego uczucia! Ta osoba dała nam tylko dostęp do tych pięknych uczuć. Ona była tylko kanałem dla uczuć, które dostałeś.

Gdy dostajesz od drugiej strony piękne uczucia, możesz stać się od nich uzależniony. Gdy Twój partner znika, znika jednocześnie źródło twojej przyjemności. Jeśli nie masz innych źródeł przyjemności, stajesz się uzależniony od partnera. Nie dajesz wolności, ani nie jesteś wolny. Nie tworzysz przestrzeni w relacji.

Nie uzależniaj się od tej osoby. Pozwól jej żyć. Nie stawaj się pasożytem i nie wymagaj od niej niczego, ponieważ zakochujesz się nie W TEJ OSOBIE, ale w ODCZUCIU, jakiego doświadczasz dzięki tej osobie!. W tym, co ta osoba Tobie dała – w dostępie do miłości, do otwartości, do czułości, do wrażliwości…

Jeszcze raz – nie zakochałeś się w tej osobie, ale zakochałeś się w otwartości serca, jaką przeżyłeś dzięki niej.

Ta osoba jest dla Ciebie tylko wskazówką, że taka otwartość istnieje i że możesz dać ją sobie na różne sposoby. Nie tylko przez nią.

Zakochanie to iluzja

Zakochanie to iluzja, że dana osoba dała nam coś, czego bardzo potrzebujemy – miłość, otwartość, bliskość, itd. Pomyliłeś stan z osobą. Zaprojektowałeś swoim własnym umysłem, że ta osoba = miłość.

To nieprawda. Ona nam tego nie „dała”. To my DECYDUJEMY się przy tej osobie otworzyć serce. To nasza decyzja.
Zakochanie to pomylenie – czystej miłości z tym, że miłość jest związana z konkretną osobą.
Partner staje się „narkotykiem”, który daje nam dostęp do uczuć. Nie zakochałeś się w Niej, zakochałeś się w odczuciu.

Tak naprawdę, sami możemy sobie to dać. Wystarczy odrobina chęci i odwagi. W ogóle nie potrzebujemy do tego drugiej osoby. Do otwartości serca potrzebujemy tylko siebie. Wystarczy „tylko” puścić własne lęki. Miłość jest w nas, nie w drugiej osobie.

Miłości nie można wymagać. To już jest jej przeciwieństwo. To próba wypełnienia własnej pustki czyjąś obecnością.

Stajemy się więc UZALEŻNIENI od tej osoby, ponieważ jako jedyna dawała nam otwartość serca. Sami stworzyliśmy sobie tę zależność, ponieważ stworzyliśmy skojarzenie wprost: mój partner = moja otwartość serca. To automatycznie tworzy w podświadomości przeciwległy biegun: brak partnera = brak otwartości serca.

Dopiero ten LĘK wywołuje w nas mechanizm obronny, abyśmy nie utracili tego, czego przy niej doświadczaliśmy. Tym mechanizmem może być zazdrość lub zaborczość.

Zazdrość i zaborczość to nasz podświadomy mechanizm obronny, który tworzymy z lęku przed zamknięciem własnego serca. Boimy się, że gdy zostaniemy sami, nasze serce stanie się zamknięte. Co nie musi być prawdą. Jest wiele sposobów i wiele osób, przy których możemy mieć otwarte serce, i wiele dróg na życie zgodnie z potrzebami własnej duszy.

Jeśli tylko jedna osoba jest dla nas sposobem na bliskość, otwartość, czułość, wrażliwość, automatycznie lęk przed utratą tej osoby oznacza lęk przed utratą bliskości, otwartości, głębokich rozmów, czułości, wrażliwości…

Gdy masz obawy co do drugiej strony (np. ona traci zainteresowanie Tobą), automatycznie znika Twoje poczucie bezpieczeństwa, bo nie masz go w sobie. Nieświadomie projektujesz, że Twoje poczucie bezpieczeństwa wynika z obecności drugiej strony. A gdy czujesz się niepewny drugiej strony, na początku pojawia się smutek, a następnie włączają się mechanizmy obronne w postaci – kontroli tej osoby, ataku na nią, gry w focha, oskarżenia, granie skrzywdzonej ofiary, oczekujesz zauważenia, szantażujesz emocjonalnie, itd. Wszystko, aby tylko przywrócić dawne, „bezpieczne” zasady gry. Im mniej poczucia pełni i bezpieczeństwa w nas samych, tym większa zazdrość.

Jeżeli odczuwamy chorobliwą zazdrość, tzn. że zakładamy, że partner ma coś, czego nie możemy dać sami sobie. Bez niego w środku czujemy się puści.

Jeżeli sami nie potrafimy dawać sobie miłości, wrażliwości, ciepła, będziemy wymagać tego od partnera. Jeżeli nie bierzemy odpowiedzialności za miłość do samego siebie, wymagamy tego od innych. Stajemy się niewolnikami. Pasożytujemy na energii innych ludzi.

Nie projektuj miłości na swojego partnera, nie wymagaj miłości od niego, bo tworzysz związek zależny. Miłość jest w Tobie i możesz nią tylko obdarzać.
Dając wolność drugiemu człowiekowi. Szukaj pełni w sobie. Jeśli chcesz prawdziwie kochać, pokochaj najpierw siebie.

Co nt temat mówi Eckhart Tolle? >> Nałóg a poszukiwanie pełni – Eckhart Tolle