Dusza, Rozwój osobisty, Świadomość

Ukryty homoseksualizm

Podziel sie z innymi:

Często bywa tak, że w dzieciństwie nie dostaliśmy zbyt wiele uwagi od ojca. Tata był albo zajęty, albo chory. Cały czas miał coś do zrobienia, byle tylko nie być z nami. W wyniku tego nie nauczyliśmy się i nie wiemy teraz gdzie leży granica i bezpieczeństwo w bliskości z drugim mężczyzną.

Dorastając jako mężczyźni nauczyliśmy się przekraczać kolejne granicę z kobietą (choć też nie zawsze), natomiast jeśli nie mieliśmy doświadczeń zastępczych w rodzaju wspólnych męskich sukcesów na polu sportowym, itp. gdzie bliskość mężczyzn nie jest krytykowana, a uważana za rzecz jak najbardziej na miejscu, to czujemy się zagubieni z sytuacji bliskiego kontaktu z drugim facetem.
Czasami nawet nie jesteśmy w stanie się do nich przytulić w przyjacielski sposób, bo jest to dla nas… dziwne.

„Przytulić kobietę? Oczywiście!
Przytulić mężczyznę? Poje*ało cię? Jesteś gejem?”

Odnoszę wrażenie, że większość mężczyzn nosi w sobie ukryty homoseksualizm.
W pewnym sensie oczywiście, nie seksualnym. Tytuł „Ukryty homoseksualizm” miał sprowokować Cię do przeczytania tego artykułu. Tak naprawdę, chodzi o metaforę lęku przed bliskością z drugim mężczyzną. Potrzebę przebywania z nim, wspólnych wypraw, itd.

Doszło do chorej sytuacji, w której nawet dotyk ciała drugiego faceta rodzi w nas lęk i zniesmaczenie. A przecież chodzi o naturalne dzielenie się radością. Czasami, gdy naturalnie, impulsywnie przeżywamy moment radości, ekscytacji (chociażby wtedy, gdy Polska strzela gola Rosjanom), naturalnie pojawia się w ciele odruch chęci bycia blisko z drugim CZŁOWIEKIEM – nie ma tu znaczenia, czy będzie to kobieta, czy mężczyzna. Chodzi o dzielenie się radością.
Gdy chodzi o miłość (nie mam tu na myśli seksualności), płeć nie ma znaczenia. Jest ci tak dobrze, że chcesz przebywać z kobietą lub drugim mężczyzną i cieszyć się własnym, czy też jego sukcesem.

Przychodzi nam to jednak trudno, bo nie wiemy gdzie leży granica w dotyku drugiego mężczyzny. Nie chodzi przecież o seks. Chodzi o bliskość, gdy czujesz, że takowa jest potrzebna.

Ci, którzy mają nieuregulowany stosunek do drugiego mężczyzny BOJĄ się bliskości z nim. Nie wiedzą gdzie jest granica. Jeśli ojciec nie wyrażał miłości do nich – nie przytulał ich – nie wiedzą gdzie kończy się przytulenie a gdzie zaczyna się „gejostwo”.

Odpowiedź jest tu bardzo prosta. Jeśli chcesz przytulić mężczyznę i nie masz w głowie podtekstów seksualnych, nie jest to ciepłe, gejowskie. To normalne. To wyrażanie własnej miłości, bliskości i pozwalanie sobie na czułość.

Z czym (z czułością) swoją drogą faceci mają ogromny problem. Przecież facet nie może płakać. Nie wypada – „Co to za facet!?” „To baba a nie facet!”. Więc GRA dalej.. kogoś kogo nazywa twardzielem.

Bliskość

Bliskość z drugim mężczyzną to bliskość ogólnie z drugim człowiekiem. Odpowiedz sobie na pytanie – „na ile pozwalam sobie być blisko drugiego człowieka? Jak głębokie (lub płytkie) mam relacje z ludźmi? Jak bardzo wpływa to na moje związki z kobietami? Czy z kobietą potrafię być naprawdę blisko, gdzie zatracam się i zespalam w jej objęciu, zupełnie nie wiedząc gdzie zaczynam się ja, a gdzie kończy ona?”

Czy potrafię wyłączyć głowę, która ocenia „tak blisko faceta nie możesz być”, „w taki sposób nie możesz go dotknąć, bo pomyślą, że jesteś gejem”?

Gdy przez lata tłumimy potrzebę bliskości z drugim człowiekiem (w tym z 2. facetem), to w pewnym momencie możemy nie wytrzymać, wybuchnąć, powiedzieć „pier*olę wszystko” i oddać się w (tym razem już) seksualne objęcia z drugim facetem (w wyniku ogromnego braku). Wtedy zobaczymy jak piękna może być bliskość z drugim facetem. Jak blisko możemy być ojca, z którym zawsze chcieliśmy pójść na ryby, od którego zawsze potrzebowaliśmy przytulenia. I pytanie, czy tak bardzo nie uzależniamy się od tej bliskości, że w końcu wyrażamy homoseksualność. Uzależniamy się od tego. Z jednej skrajności (BRAK kontaktu z mężczyzną) w drugą skrajność (kontakt TYLKO z mężczyzną).
Nie mówię tutaj o uwarunkowaniach genetycznych, osobach które urodziły się z już zmieszanymi chromosomami. Mówię o gejach heteroseksualnych, którzy WYCHOWALI się na „gejów”, w wyniku braku relacji z własnym ojcem, w wyniku konfliktu z własną męskością w sobie.

Ojciec homofob

Homoseksualizm u mężczyzny może pojawić się w wyniku twardej ręki ojca, który sam był homofobem. Jest duża szansa, że syn homofoba będzie właśnie gejem, ponieważ ojciec homofob BOI się jakiejkolwiek bliskości z mężczyzną, a więc nie daje żadnej czułości własnemu synowi. A syn, jak każdy inny człowiek jej potrzebuje. Każdy z nas ma w sobie aspekt męski oraz żeński. Nawet jeśli jesteś facetem, masz w sobie aspekt żeński (opiekę, czułość, wrażliwość, dobro, serdeczność). Jeśli ta część nie zostanie zauważona przez ojca, istnieje duża szansa, że syn w wyniku pewnego rodzaju buntu, w pewnym momencie wyrazi ją w ekstremalny sposób, mówiąc niejako „tato, zobacz jak błyszczę”. Gdyby ta świetlista, kolorowa, mieniąca się istota w małym chłopcu została kiedyś zauważona przez ojca, być może bunt nigdy nie byłby potrzebny.

Akceptacja swojej żeńskiej części

Na ile jesteś w stanie zaakceptować swoje gejostwo? W jakim stopniu jesteś ukrytym gejem?
Czy potrafisz zaakceptować delikatność i czułość w sobie? Czy może będzie to dla ciebie niemęskie?

„Kobietę mogę tak dotknąć, to dozwolone (czyt. społecznie dozwolone), ale faceta!???”

W wyniku tego rodzi się agresja. Bo to, co dla nas niezrozumiałe rodzi lęk i w konsekwencji – agresję. Często przecież surowi żołnierze to najwięksi wrogowie gejów.
Wtedy warto prześledzić dzieciństwo takiego generała. Jakie były jego kontakty z ojcem?

Gdy mamy niezaakceptowanego geja w sobie (niezaakceptowaną delikatną, kobiecą część w nas), stajemy się agresywni, gdy tylko ktoś wspomni o gejach, gdy tylko ktoś zbliży się za blisko.
Pytanie, czy nie warto skupić się na sobie? Czy nie warto zastanowić się nad moimi relacjami z własnym ojcem?

Jak często mężczyźni mają okazję przebywać prawdziwie wspólnie? Zauważyłem tylko 2 przypadki:
1. Na meczu, gdzie bliskość i radość z drugim facetem jest społecznie dozwolona i
2. po alkoholu, gdy wyłącza się racjonalne myślenie „powinienem”, „nie powinienem”, „wolno”, „nie wolno”.

Bowiem nie chodzi o to, aby z innymi mężczyznami przebywać w RYWALIZACJI (sport, polityka, walka), ale we wspólnym budowaniu. Wspólnym tworzeniu.

Abyśmy doszli do pełni miłości potrzebujemy jako społeczeństwo zaakceptować własne gejostwo i własne lesbijstwo. Własną potrzebę czułości, bycia blisko drugiego człowieka – niezależnie od tego jaką nosi płeć.

Kop w piłę z synem, jedź z nim na ryby, przebywaj z nim, ucz go męskości, męskiego patrzenia na świat. Nie zostawiaj go samego sobie, aby sam błądził w ciemnościach i uczył się życia z flaszką i kumplami pod blokiem, sprawisz, że wychowywać będzie go matka, przekazując za dużo własnych lęków. W ten sposób wychowasz go na takiego samego zdystansowanego faceta, jakim jesteś ty:
„Przynajmniej już wiesz co na stare lata poradzić synowi, tak jak mnie mój tata”:

Przerwij ten wzorzec. Chłopiec potrzebuje autorytetu męskiego.
Jesteś odpowiedzialny. Za siebie, za swojego syna, za męskość.

Oduczasz się lęku przed gejami, gdy już nie musisz z nim walczyć. Akceptujesz „kobiecy” aspekt w sobie – potrzebę czułości, wyrażania miłości, przytulania. Akceptujesz,że czasami jesteś męski, a czasami jesteś „ciotą”. Czasami doskonale wiesz co robić, a czasami nie masz zielonego pojęcia. I pozwól sobie na to. Pozwól sobie być sobą. Nie próbuj udawać kogoś, kim nie jesteś. Nie udawaj twardziela. I w Tobie to generuje napięcie, bo musisz wciąż się starać wypaść męsko (zarówno przed kobietami, jak i facetami) i kobiety nie są tobą zainteresowane, bo nie jesteś sobą – jesteś takim samym aktorem, jak wszyscy inni udawacze.

Wypierasz geja z siebie, bo się go boisz. Boisz się swojej wrażliwości. „Nie JESTEM gejem, nie JESTEM gejem”. W ten sposób wypieram własne odczucia i naturalne potrzeby bliskości i kontaktu (z drugim człowiekiem, niekoniecznie z mężczyzną). Boję się własnego ciepła, własnej czułości, wewnętrznej radości (bo „to przecież takie niemęskie”). Powiększam konflikt wewnętrzny i w wyniku tego staję się agresywny – tworzę agresję.

Rozmawiałem ze znajomą, która stwierdziła,że to samo dotyczy kobiet – zaakceptowanie lesbijki w sobie. Zrozumienie, czym jest prawdziwa miłość, bliskość do drugiego człowieka, niekoniecznie oparta na parze mężczyzna-kobieta. Niekoniecznie w seksualnym aspekcie. Można być przecież z kimś bardzo blisko, bez podtekstów seksualnych.

Dochodzi do tego, że jedyne kontakty cielesne z drugim mężczyzną ograniczają się do podania ręki podczas przywitania – i to najczęściej, bez patrzenia w oczy danej osobie. Jakbyśmy wstydzili się bliskości. Jakbyśmy wstydzili się sami siebie.

Żyjemy w społeczeństwie, w którym jako mężczyźni boimy się wyrażać własną wrażliwość. Ostatnio usłyszałem zdanie, z którym absolutnie się zgadzam – „Kobiety są wrażliwe na zewnątrz, ale silne w środku. Mężczyźni są silni na zewnątrz, ale wrażliwi w środku„. Rzadko który facet ma odwagę, aby odkryć swoją wrażliwość. Raczej się jej wstydzimy, boimy się, że jeśli pokażemy jak wrażliwi jesteśmy naprawdę, zostaniemy odrzuceni przez kobiety i wyśmiani przez innych mężczyzn. Chowamy więc tę wrażliwość i pokazujemy ją tylko w czterech ścianach własnego pokoju lub publicznie tylko w akceptowanych miejscach – mecz, urodziny (oczywiście po alkoholu).

Czy mam stać się babą?

Nie chodzi o to, by facet stał się bezkształtny. Tak jak nie chodzi o to, by kobieta stała się bezuczuciowym cyborgiem. Chodzi o to, by trwać we własnej sile, nie bojąc się przy tym swojej wrażliwość lub też słabości. Pokazać własną wrażliwość innym i samemu sobie – że wszyscy jesteśmy wrażliwymi ludźmi. Odrzucanie wrażliwości, to odrzucanie, wypieranie części SIEBIE. To nigdy nie będzie miało dobrych skutków.

Problem wynika z faktu, że Ty jako mężczyzna nie akceptujesz w sobie energii kobiecej. A facet nie posiada w sobie 100% energii męskiej. Jest to mieszanka Ying i Yang. Nie akceptując miękkiej części w sobie, odsuwasz od siebie czułość, bliskość, intymność, delikatność. Bo przecież „facet nie może być miękki. Musi być twardy, silny, męski”. W wyniku takiego myślenia grasz. Spinasz mięśnie. Chodzisz w konkretny sposób. Musisz wypaść męsko. Musisz grać „prawdziwego samca alfa, testosteronowego twardziela”.

Mężczyźni BOJĄ SIĘ swojej wrażliwości. Wypierają ją. Udają, że nie istnieje. „jesteśmy tacy twardzi, tacy męscy”. Spinają ciała. Jedynie alkohol i orgazm są w stanie dać rozluźnienie. Boją się swojej wrażliwości, więc od niej uciekają. Sam tworzysz homofobię. Atakujesz innych z własnego lęku przed niezrozumieniem (nieodczuciem). Boisz się swojej wrażliwości.

Boisz się wejść w energię kobiecą, energię szalonej zabawy. Jak często potrafisz się bawić (bez alkoholu) np. przy disco polo, po prostu puścić się, wyłączyć głowę i bawić się bez ograniczeń? A jak często myślisz „to takie gejowskie, takie niemęskie, prawdziwy mężczyzna nie słucha disco polo, a tym bardziej nie tańczy po gejowsku. Lepiej postoję, popatrzę, wyśmieję”.

W ten sposób nie dopuszczasz do siebie miłości. A miłość płynie – jest miękka, delikatna, czuła, radosna, zwiewna. Czy te odczucia brzmią dla Ciebie dziwnie i obco? Czy to dla ciebie „niemęskie”?

Jaką pozycję przybierasz, gdy udajesz?