Dusza, Rozwój osobisty, Świadomość, Zdrowie, Związek

Wyrażanie złości

Podziel sie z innymi:

„Polacy są tak agresywni, bo nie ma słońca” śpiewał Kazik. Skłaniałbym się jednak ku myśli, że Polacy są tak agresywni, bo tłumią swoją złość. Komunizm, zabory, przez długie lata tłumienia osobowości nie pozwalały nam w pełni się wyrażać. Jako społeczeństwo mamy zakodowane olbrzymią ilość bloków we własnym wyrażaniu się. Ludzie, którzy tłumią swoją złość stają się agresywni.

Często w życiu idziemy ścieżką obrony. Uczymy się (aby uniknąć zranienia) w trakcie życia lepiej maskować, grać, ripostować, dobrze się uśmiechać, przez co coraz bardziej utwierdzamy się w sztuczności. Stajemy się lepszymi udawaczami. Po latach wydaje nam się, że jesteśmy już tacy zajebiści, że ogarnęliśmy swoje zachowania w tylu dziedzinach życia, wiemy jak rozgrywać karty, wiemy jak w danej sytuacji się zachować, co odpowiedzieć, by wypaść jak najinteligentniej, staliśmy się mistrzami interakcji.

Problem w tym, że to droga sztuczności, która prowadzi, najprościej rzecz ujmując – do chorób i depresji.

Ja po prostu taki jestem

Załóżmy, że następuje sytuacja, w której reagujemy w konkretny, schematyczny sposób – np. wybuchamy gniewem, krzyczymy na kogoś (postawa agresora), albo wręcz odwrotnie – zamykamy się, przestajemy się odzywać, zaszywamy się w swoich 4. ścianach (postawa ofiary).

95% ludzi nawet tego nie widzi. Są nieświadomi swoich reakcji. Uważają, że tak się po prostu dzieje. Reagują, bez zauważenia swojej reakcji i tego, że zawsze MAJĄ na nią WPŁYW. Najczęściej tacy ludzie z automatu mówią: „Ja po prostu taki jestem”. A jeśli mają bardzo dużo w sobie ukrytego gniewu i zranienia to często dodają „Odpierdol się!”. Uważają, że są z urodzenia „introwertykami”, „ekstrawertykami”, „ja jestem spokojnym człowiekiem. Znasz mnie przecież”, „ja po prostu tak reaguje, takie mam geny”.

Krok drugi

Załóżmy jednak, że poczyniliśmy już pierwszy krok we własnym rozwoju i nauczyliśmy się ZAUWAŻAĆ w danej sytuacji swoje podświadome zachowania, swoje negatywne reakcje (zauważamy nasz cień), np. nie tylko reagujemy złością, ale WIDZIMY, że reagujemy złością (zwróć uwagę na dużą różnicę).
ZAUWAŻAMY, że ktoś lub coś wywołało w nas wkurwienie, strach, potrzebę ucieczki, schowania się.

Pytanie jednak – co z tym dalej robimy? Większość ludzi wybiera łatwiejszą ścieżkę – lepszego ukrywania się, silnego ataku, dobrej riposty.

„Oj… on właśnie powiedział coś, co mnie zabolało, zdenerwowało, ale nie mogę pokazać, że reaguję złością/płaczem. Muszę pokazać, że jestem twarda, silna!”.

Stajemy się więc lepszymi udawaczami. Coraz bardziej boli nas brzuch i kręgosłup (zobacz: psychosomatyka. Lepiej gramy w tę grę. Kupujemy książki o idealnej mowie ciała, o perswazji, o byciu lepszym managerem, w obronie własnej uczymy się lepiej wpływać na innych. Żeby tylko inni nie zauważyli jacy jesteśmy naprawdę…

Można inaczej

Druga, zupełnie inna droga, to NIE ukrywanie swojego cienia, swojej złości, lęku, gniewu, ale jasne jego wyrażanie. Z akceptacją:

„Teraz taki jestem. Mam do tego pełne prawo. Mam pełne prawo się zezłościć. Ta sytuacja mnie wkurwia i ci to mówię!”

Gdy przestajemy to ukrywać (choć nie jest łatwo pokazać innym, że nie jest się tak pięknym, łagodnym miłym, jak by na to wyglądało), nagle stajemy się prawdziwi i DOPIERO WTEDY mamy szansę wejść głęboko w to uczucie, by dojść do tego, co jest jego pierwotną przyczyną. Dopiero NIE ukrywanie swojej brudnej strony (tej, której nie chciałoby się pokazać innym) daje nam SZANSĘ na wejście w to odczucie tak głęboko, aby dojść do jego ŹRÓDŁA.

DOPIERO GDY dojdziemy do prawdziwej przyczyny naszej złości, irytacji, strachu, zyskujemy prawdziwą szansę na jej uleczenie. Dochodzimy do korzenia. Do pierwotnego bólu.

I tu dochodzimy do sedna. Gdy uświadomimy sobie pierwotną przyczynę danej negatywnej emocji i zachowania, zaakceptujemy ją i jej życiowe konsekwencje, nagle… jak za dotknięciem MAGICZNEJ, CZARODZIEJSKIEJ RÓŻDŻKI – nie uwierzysz – powoli zmienia się całe życie. Zmienia się zachowanie, jakie masz w danej sytuacji.

Po czasie zauważasz, że w danej sytuacji reagujesz ZUPEŁNIE INACZEJ, niż reagowałeś kiedyś. Spotykasz tych samych ludzi i widzisz z perspektywy, że Twoja reakcja jest już INNA. Zmieniłeś się.

W efekcie – częściej się uśmiechasz, zamiast się złościć. Częściej jesteś spokojna, zamiast wybuchać agresją. Częściej przytakujesz, bo rozumiesz odmienność, zamiast negować zdanie innych.

Aby jednak tak się stało, trzeba wejść głęboko w dane uczucie. Przede wszystkim NIE WYPIERAĆ go (do czego mamy skłonności). NIE BAĆ SIĘ SWOJEJ ZŁOŚCI. Tego, że czasami krzykniemy na drugą osobę. Tego, że się rozpłaczemy. Tego, że zaczniemy się fizycznie trząść.

Strach

Większość ludzi nie chce tego robić, bo się boi. Z tego właśnie powodu mówi się, że ludzie się nie zmieniają. Nie zmieniają się, jeśli wybierają łatwiejszą drogę. Drogę *nie wyrażania*. Drogę zamiatania trudnych spraw pod dywan. Udawania, że nie istnieją. Że nas nie dotyczą. Że „To nie ja!”.

Raz, że boją się swoich brudów i je wypierają. „Ja przecież taki nie jestem. Za kogo ty mnie masz!”. Dwa, że gdy widzą swoje negatywy, to często są PRZERAŻENI tym brudem, więc się wycofują, uciekają. Najczęściej w seks, alkohol, jedzenie, plotkę, telewizję, bardzo często w filozoficzne zagadanie tematu, ZAŚMIANIE go, cokolwiek… byle zająć głowę czymś innym.

Jako społeczeństwo mamy zakodowaną konieczność bycia grzeczną, spokojną, miłą, cichą dziewczynką i grzecznym chłopcem. Uważamy, że wyrażanie własnej złości to coś złego, niedobrego. Boimy się, że gdy pokażemy swoje prawdziwe, czasami negatywne, brudne oblicze, to inni nas odrzucą. Więc tłumimy je. Dalej w życiu, bez zmiany, dusimy się we własnym sosie. Niezależnie od tego ile mamy lat – 12 czy 55.

Ukryty agresor

Ale tego smrodu nie da się zamaskować. Ta czerń prędzej czy później ujrzy światło dziennie i przywalimy komuś inteligentną ripostą, wyśmianiem, krytyką, dewaluacją, oczernieniem. Przyczyną tego wszystkiego jest nie wyrażona złość własna. Własny ból, gniew, lęk, strach, które tkwią w nas bardzo głęboko. Tego większość ludzi nawet nie zauważa. Woli wierzyć we własną świętość.

To nawet widać w naszej fizyczności. Ciągłe mielenie negatywnych emocji w sobie, bez wyrażania ich (raz, a dobrze), jest widoczne na Twojej twarzy. Wprawne oko zauważy przez lata ukrywaną agresję, duszenie w sobie złości, lęku, nienawiści, strachu. To wszystko widać na twarzy, jak i w spięciu Twoich mięśni (napięte barki, kark, spięte okolice miednicy, zaciśnięte szczęki, zgrzytanie zębami).

Gwałt

Taka ukrywana agresja często objawia się gwałtem na drugim człowieku. I to niekoniecznie gwałtem jaki powszechnie znamy. Czasami ten gwałt jest bardziej zamaskowany, ale dajemy na to przyzwolenie. Tym gwałtem jest naruszanie osobistych granic drugiego człowieka (nie tylko fizycznych). Gdy długo dusimy w sobie złość, irytację, w końcu wybuchamy, gwałcąc drugiego człowieka – naruszając jego psychofizyczne granice.

Muszę być czysty

Ludzie nie dają sobie prawa bycia sobą. Ludzie boją się być sobą. Nie pokazują innym swojej brudnej strony. Nie pokazują jej też sobie. Udają (nawet przed sobą), że są czyści, idealni, nieskazitelni, wymuskani, jak z okładki, a ich bąki pachną fiołkami. Nie przyznajemy się do swej ciemnej strony. Mówimy „Ja jestem normalny. Czego ode mnie chcesz?”.

Nawet w życiu codziennym nie pozwalają sobie na brud we własnym domu, na brudne ubranie, na niewyprasowaną koszulę. Wszystko musi być czyste i idealne. „Ja muszę być czysty”. W efekcie nieświadomie dążymy do tego, by trawniczek był idealnie zielony, równy, przystrzyżony, okna błyszczące, perfekcyjna pomadka zakrywała prawdziwą twarz i mieć lśniący, czysty samochód. Dązymy do czystości, świętości i perfekcji, nie zauważając i nie akceptując swojego brudu. UDAJEMY ŚWIĘTYCH!. To właśnie w wyniku tego powstają różnego rodzaju wypaczenia, zboczenia, perwersje, agresja wobec 2. człowieka i gwałty. Boimy się, że gdy będziemy brudni, inni nas odrzucą. Czy Ty akceptujesz swój brud?

Innym też nie pozwalamy wyrażać tej ciemnej strony, bo zaczynamy odbierać to jako atak i w efekcie się bronimy, albo boimy się i się od nich odsuwamy. Zamiast być silni zrozumieniem, jesteśmy słabi. Słabi świadomościowo.

Wyrażanie złości

Najważniejsze, aby:

  • ZAUWAŻAĆ.
    Zauważyć, że w danej sytuacji coś lub ktoś wywołał nasz cień, naszego demona, nasze ego. Że ktoś właśnie w tej chwili uruchomił niewygodny dla nas mechanizm. Nacisnął nasz przycisk gniewu, irytacji, złości, lęku (najczęściej to nasi najbliżsi wiedzą gdzie te przyciski leżą). Nie bój się tej niewygody. Wejdź w nią.

    Stań się obserwatorem swoich emocji. Zauważ, że emocja się pojawia, ale ta emocja to nie Ty. Masz szansę coś z nią zrobić. Masz szansę wybrać reakcję.

  • WYRAŻAĆ.
    Wyrażać swoją ciemną stronę. Przyznać się, że nie jestem takim aniołem, na jakiego wyglądam. Mam swoje brudy, akceptuję to. Nie boję się tego wyrazić. Nie boję się dziś swojego gniewu. Jasno, z odwagą wyrażam co czuję (bez ranienia innych).
  • WEJŚĆ GŁĘBOKO.
    Nie żyj płytko. Wchodź głęboko w zrozumienie siebie. Dać sobie czas na uświadomienie sobie przyczyny danego zachowania. „Dlaczego tak się zachowałem? Co jest przyczyną? Co teraz czuję? Jakie wywołuje to u mnie reakcje w ciele?”
    Gdy wejdziesz głęboko w te odczucia z ciała, może pojawić się coś silniejszego – strach, gniew, a nawet jakiś obraz z dzieciństwa. Nagle może się okazać, że to nie Twój partner cię zirytował, ale to twoje stałe postępowanie w takich sytuacjach, bo ktoś, kiedyś, dawno, dawno temu zainstalował ci dany wzorzec.

  • WYRAZIĆ i ZAAKCEPTOWAĆ.
    Zauważyć, uświadomić sobie, zaakceptować. To często wystarczy. Częściej jednak warto wyrazić ból, który w sobie skrywamy od dziesięcioleci. Często okazuje się, że sprawa jest ZNACZNIE głębsza niż nam się pierwotnie wydawało. Docieramy gdzieś głęboko, poruszamy strunę, której nigdy nie chcieliśmy poruszyć. W wyniku tego pojawia się płacz, silny gniew, agresja. Akceptujemy to i ozwalamy to przepuścić. Nie umniejszamy, nie zaśmiewamy, nie negujemy. Akceptujemy i wyrażamy.

  • Czekać na pozytywne zmiany 🙂

Zacznij od siebie.

Jak to mawia Mariusz Wiśniewski: „Pomóż sobie i daj innym odpocząć”