Relacje, Rodzina, Rozwój osobisty, Świadomość

Co zrobić, by dziecko było grzeczne i spokojne?

Podziel sie z innymi:

Z nauk neurobiologii wiadomo, że dziecko do około 13. roku życia nie prezentuje tzw. abstrakcyjnego myślenia.
Oznacza to, że nie rozumie co się do niego mówi logicznie, np. „posprzątaj pokój”, „nie krzycz”, „bądź spokojny”, „idź jeść”, „odrób lekcje”, „zajmij się sobą”. Uczenie się przez informację mentalną jest dla dziecka abstrakcyjne.

Do około 13. roku życia dziecko uczy się życia przez naśladowanie, wprost przez kopiowanie zachowań rodzica.
Rodzic dla dziecka jest jedynym wyznacznikiem życia, więc dziecko uczy się odwzorowując jego zachowania. Inaczej nie potrafi.

Rodzic popełnia więc olbrzymi błąd w wychowaniu, wydając dziecku komunikaty mentalne, w stylu „bądź spokojny”.
Ono nie rozumie co to znaczy. Ono jeszcze tego nie wie. Musi się dopiero tego nauczyć. A nauczyć się może tylko obserwując Ciebie (rodzica).

A już szczególny błąd popełnia rodzic wydając komunikaty w stylu „uspokój się!!!” samemu to WYKRZYKUJĄC.

Dziecko nie rozumie racjonalnego komunikatu „uspokój się”. Ono rozumie Twój aktualny STAN EMOCJONALNY.
Jeśli widzi i czuje, że Ty jako rodzic jesteś zły, wściekły (i nie ma znaczenia czy tę wściekłość głośno wyrażasz czy też tłumisz ją w swoim środku), to ono właśnie tę wściekłość przejmie od Ciebie. Nie logiczny komunikat „prezentuj spokój”, ale Twoją wewnętrzną wściekłość.

Dopiero po ok. 13. roku życia mózg dziecka zaczyna myśleć w pełni abstrakcyjnie i rozumieć logiczne komunikaty, które mu wydajesz.

Zapamiętaj więc, że jeśli chcesz wychować szczęśliwe dziecko, to nie zrobisz tego wydając mu polecenia czy komunikaty.
Ważne jest to, co sam PREZENTUJESZ.

Ważne jest to, w jakim sam jesteś stanie emocjonalno-uczuciowym.

We wczesnym wychowaniu dziecka nie można wydawać mu komunikatów w stylu „posprzątaj pokój”, ale należy bardziej mówić „sprzątamy pokój”. Nie mów „poukładaj zabawki”. Mów „teraz poukładamy zabawki”.

I idziesz z nim i układasz te zabawki.

Nie wydawaj mu poleceń, ale zrób to z nim.

Ono się uczy obserwując Ciebie. Jeśli Ty jesteś szczęśliwy sprzątając zabawki, to i ono dołączy do Ciebie, bo chce być blisko tatusia czy mamusi. Poprowadź je.

Razem

Nie da się wychować szczęśliwego, spokojnego dziecka wydając mu komunikat „idź się pobaw”, gdy Ty w tym czasie oglądasz telewizję.
„Ja teraz nie mam czasu” oznacza dla dziecka – „nie jesteś ważny”, „jesteś bezwartościowy”, „niepotrzebnie, że żyjesz„, „co ty tu jeszcze robisz?”.

Wychowanie spokojnego, radosnego dziecka WYMAGA od Ciebie współuczestnictwa w jego życiu, na jego poziomie.

Zamiast oglądać telewizję, wyłącz ją i pójdź do jego pokoju, i zróbcie coś RAZEM.
Dla Ciebie będzie to też niezła okazja i szansa, aby wrócić do spontanicznej radości, zabawy, beztroski, a nie ciągłego zamulania przed TV, książką czy internetem.

Nie wydawaj dziecku poleceń, ale zacznij Z NIM funkcjonować, żyć, współistnieć.
Bądź ze swoim dzieckiem.

Aby dziecko było spokojne w szkole i w domu, ono potrzebuje Twojej osoby.

Wyjedź z nim na wakacje. Spędź z nim samotnie czas. Bez dodatkowych ludzi. Bez osób trzecich, które miałyby ci „pomóc” (czytaj: „zająć się nim, bo ja nie potrafię / nie chcę”). Bez dziadków, sąsiadów, znajomych przy piwie.

Wyjedź, ale nie do parku atrakcji, parku rozrywki, McDonalda czy innej restauracji.
Przyznaj – park rozrywki jest dla Ciebie bardzo wygodny. Urodziny Jacusia w Dream Parku, urodziny Agatki w Bajkolandii – to brzmi tak ładnie. Dla głowy ma to sens – możesz zostawić dziecko w miejscu „ubezpieczonym”, „nadzorowanym”, z „opieką”. Możesz wrzucić dziecko w objęcia obcych ludzi, którzy zajmą się Twoim rzepem życiowym. Przynajmniej na chwilę masz spokój od tego bachora.. tfu!! brzdąca. Przynajmniej na chwilę masz „święty spokój”.

No masz, ale co z tego, skoro dzień po dniu uczysz dziecko, że jest niechciane, że jest Tobie niepotrzebne, że ważniejsze są zewnętrzne atrakcje, emocjonalne zabawy w parkach rozrywki, mega show’y, jarmarki, dni dziecka, a rodzic jest tylko po to, by od czasu do czasu rzucić okiem, by sprawdzić czy dziecko jeszcze żyje.

Dziecko czyta to tak, że go nie kochasz. I stara się jak może, aby zasłużyć na Twoją miłość. Zrobi wszystko by być przy Tobie i czuć sens swojego istnienia.

Będzie więc Cię co chwilę zagadywać (typ gaduły, katarynki, któremu buzia się nie zmyka) lub zamknie się w sobie (bo wie, że tylko wtedy je akceptujesz, gdy jest cicho). Tyle że to zamknięcie w sobie nie jest życiem.
Ono wyrośnie później na nieszczęśliwego 30-latka, który boi się wyrazić siebie, ponieważ od dzieciństwa uczyło się, że ma być cicho. Że ma nie przeszkadzać. Że ma być „grzeczne”.

Albo też wyrośnie na dorosłego stale popisującego się, brylującego najnowszym modelem Mercedesa, okularami Gucciego, szastając pieniędzmi, bo podprogowo czuje, że tylko wtedy zasłuży na uwagę innych (czytaj: miłość od rodziców). Nigdy jednak nie będzie w pełni spełnione (najedzone), bo to 30-letnie dziecko nie wie, że ono wciąż jest głodne… miłości. Chce zaimponować podprogowo rodzicom – „zobacz jaki jestem fajny. Może w końcu mnie zauważysz?”. Próbuje więc to zalepić pieniądzem, ładnym ubraniem, edukacją, politykowaniem, filozofowaniem, nowym autem.

Czy chcesz, by Twoje dziecko było w przyszłości takim dorosłym?

Jeśli nie, to bądź przy nim. Daj mu swój czas.
Bądź dla niego.

Jeśli czasami masz wrażenie, że Twoje życie jest spie**olone, to przynajmniej uratuj życie swojego dziecka.
Wyłącz telewizor, zamknij laptopa, zostaw komórkę w domu i zabierz go do lasu. Zbierajcie razem grzyby. Zabierz go na spływ kajakowy, zróbcie razem ognisko, ugotujcie razem.

Nie bryluj autem, nie mów o pieniądzach, nie zabieraj na mega atrakcje, nie funduj mu co chwilę pizzy, McDonalda, żelków, gum, lizaczków, kinder niespodzianek – tym tylko próbujesz odwracać uwagę od trudnych sytuacji.
Nie dawaj mu komórki do pogrania. Nie dawaj mu tableta, by był cicho, by był „święty spokój”. W ten sposób go odczłowieczasz. Uczysz go, że bliskość z komputerem jest ważniejsza od bliskości z drugim człowiekiem.

Ja wiem, inaczej nie potrafisz. Ale postaraj się (jeśli zależy Ci na szczęściu i spokoju własnego dziecka)

Zróbcie RAZEM kolację, zróbcie RAZEM pranie, zróbcie RAZEM zadanie domowe, poczytajcie RAZEM, idźcie na rower RAZEM, pokop z nim w piłkę, pograj w szachy, gry planszowe. Bawcie się RAZEM.
Po prostu – spędzajcie czas RAZEM. Ono chce być z Tobą.

Rozmawiaj z nim. Traktuj go na równi. Podejdź do niego jak do kumpla. To przecież drugi człowiek – tak samo wartościowy jak Ty.

Z kolegą byś pogadał, a z dzieckiem nie? A co to jest, śmieć? Gorszy?

Jeśli podświadomie chcesz, by Twój syn był gorszy, głupszy (z Twojego własnego niedowartościowania), to stworzysz nieszczęśliwego potwora. Dziecko, które w wieku 40. lat stale będzie chciało rywalizować z innymi, bo non stop, głęboko w swoim rdzeniu będzie czuło, że jest gorsze. W końcu sam tak o nim cały czas myślałeś, chcąc być lepszym od niego.

Nie jesteś nikim lepszym. Jesteś taką samą piękną istotą jak on. Razem tworzycie wspólny świat.

Jeśli wolisz własny egoizm i siedzenie przed laptopem, to Twoje dziecko będzie nieszczęśliwe.

Wybieraj.

Zabawa w życie

Dziecko nie potrzebuje, byś wymyślał mu zabawy.

Nie ma potrzeby zabierania go na różne atrakcje.
Nie ma potrzeby wymyślania czegoś *szczególnego*, czegoś *wyjątkowego* na czas wspólnego bycia – „co by tu dziecku zaproponować, by się nie nudziło?”

Wystarczy, że wciągniesz je we WŁASNĄ zabawę.
Dziecko po prostu chce być z Tobą. Chce być Blisko.

Nie musisz wymyślać mu czegoś *wow*.

Jeśli zajmiesz się sobą i pokażesz mu swój świat , a przy tym dziecka nie odtrącisz, ale będziesz przykładem dobrej zabawy (np. wkręcania śrubki), to dziecko za tym podąży.

Dziś zabawą dla nas – dorosłych – są tematy, które nas kręcą – wymiana dysku twardego w laptopie, wymiana żarówki w aucie, zbieranie kwiatów do wazonu, czy cokolwiek innego, co chcesz aktualnie zrobić.
A nawet i konieczne, codzienne rzeczy, które wymagają naszej uwagi, jak np. wyjście na zakupy. One również mogą być zabawą.

Przecież wyjście na zakupy może być wspólną zabawą w kupowanie chleba. W zadbanie o siebie.
Sprzątanie może być zabawą w robienie porządku dla siebie, ogarniania własnej przestrzeni, by żyło mi się przyjemniej.
Gotowanie to również zadbanie o siebie oraz rodzinę i dawanie sobie smacznej przyjemności.

Nie każ dziecku sprzątać, ale sprzątaj dla siebie. Ono też będzie chciało się w to bawić.
Jeśli ty robisz coś w życiu z przyjemnością (np. bawisz się w prasowanie, pranie, wymienianie żarówki), to dziecko będzie chciało bawić się z Tobą.

Gdy robimy coś wspólnie (np. gotowanie, sprzątanie), wtedy dziecko nie jest upierdem, którym trzeba się zająć, ale przyjacielem we wspólnej podróży.

Dziecko to nie wrzód na tyłku, który odciąga Cię od Twoich ważnych tematów („O boże, znów trzeba się nim zająć”), ale przyjaciel, któremu można pokazać swój własny, kolorowy świat. Pokaż dziecku swoje wewnętrzne dziecko, a więc to, które nosisz w sobie. Podziel się z nim swoją radością naprawy komputera czy pieczenia ciasta.

Wtedy życie jest wspólne, a nie „moje”, a ty jesteś „uciążliwym dodatkiem”.
Jeśli będziesz przy dziecku zmuszać się do robienia czegoś, na co nie masz ochoty (np. zabawa samochodzikami czy lalkami), to oszukasz nie tylko siebie, ale i dziecko. Nauczy się tylko, że należy oszukiwać siebie i zmuszać się do robienia czegoś, czego się nie lubi.

Pokaż dziecku swój świat. Ono z ciekawością w niego wejdzie.
Pokaż co Cię kręci, co Cię jara, co Cię zachwyca i na co aktualnie masz ochotę.
Zaproś dziecko do współuczestnictwa w Twojej życiowej zabawie.

Dziecko chce z Tobą wspólnie spędzać czas. Chce się z Tobą bawić. W bliskości.

Rób swoje i tłumacz mu, co robisz. Opowiadaj.
Ono jest ciekawe.

Na tym samym poziomie

Rozmawiaj z nim jak z dorosłym. Nie z poczuciem wyższości, ale normalnie, naturalnie, jak z drugim człowiekiem. Jak z przyjacielem, którego widzisz, a nie ignorujesz. Jeśli o coś Cię pyta, tzn. że to go prawdziwie interesuje. Nie ignoruj jego pytań. Nie zabijaj jego ciekawości.

Ono nie jest debilem, półgłówkiem, ale normalną, mądrą istotą, na tym samym poziomie co Ty. Dzieli was tylko wiek i doświadczenie.

Nie udawaj (z włąsnego niskiego poczucia wartości) kogoś lepszego, kogoś mądrzejszego.
Syna traktuj jak kumpla, jak przyjaciela.
Przyjacielowi nie powiesz, że jest głupi. Zastanowisz się natomiast, jak możesz mu pomóc i jak możesz mu pokazać fajne życie.

Zastraszanie

Jeśli Ty nie radzisz sobie z własną wewnętrzną wściekłością, to może kusić Cię, aby USTAWIĆ własne dziecko.
W końcu jest dla Ciebie niewygodne, gdy jest Ci źle.

„Wchodzi taki mały bachor i jeszcze ma żądania! Widział go kto. A przecież to JA jestem najważniejszy! I moja złość! ”
„Jestem WKU**IONY!!!”, więc „Zamknij się!”, „cicho bądź!”, „co ja ci mówiłem!”, „chodź tutaj!”, „co ty robisz!!?”, „wyjdź stąd!”, „nigdzie nie wyjdziesz, masz karę!

Takie bicie dziecka słowem zamyka jego czucie.

Co więcej, zastraszaniem nie poukładasz jego życia. Nauczysz go tylko życia emocjonalnego. I tego, że królowi i królowej, gdy się coś należy, to wystarczy tylko wyrazić złość. To załatwi wszelkie problemy. Parsknąć, wrzasnąć i poustawiać wszystkich wokół.

Jeśli ustawiasz swoją złością wokół ludzi, to faktycznie, ludzie będą chodzić przy Tobie jak w zegarku, ale nie będą Cię lubić. Zrobią wszystko, aby był w końcu „święty spokój”. Byś przestał zrzędzić i wrzeszczeć. Dzieci nauczą się kombinatorstwa i przebiegłości. Będą zastanawiać się jak Ciebie zmanipulować, jak rozegrać pokera, jak rozłożyć karty, jaką strategię przyjąć, abyś przypadkiem nie wrzasnęła, a przy tym, by wciąż ugrać swoje.

Oduczasz ich miłości a uczysz myślenia – „Jak to zrobić, aby przejść przez życie dostając to, czego właśnie potrzebuję, a przy tym mieć zamknięte serce i nie zbliżać się zbytnio do ludzi”.
Uczysz ich życia strategicznego, przebiegłego, wyrachowanego, „byle co celu”, po trupach, osiągając własne potrzeby, nie bacząc na innych, wykorzystując ich i manipulując, uczysz, że człowiek to nie człowiek, ale narzędzie do zrealizowania Twojego celu.

Dodatkowo, zamkniesz go na siebie i na Ciebie.

Później dziecko zmuszone będzie BUNTOWAĆ SIĘ. Nauczy się buntu, przyjmie to jako życiową metodę rozwiązywania problemów.
Musi się przecież zbuntować przeciwko Twoim ograniczeniom.
Ograniczeniom, które sam mu narzuciłeś.

Stworzysz więc buntownika. Walczącego i wściekłego.

Mądre rady

A tak naprawdę, ono potrzebuje tylko Twojej bliskości. Tylko Twojej dobroci. Zauważenia go, bycia z nim, w jego świecie, na jego poziomie. Rozmawiania z nim o jego misiach, autach, lalkach.
Ono potrzebuje Twojej obecności, nie Twoich MĄDRYCH RAD.
Chce, żebyś je kochał, a nie racjonalnie POUCZAŁ.

Jeśli pouczasz i poprawiasz, to ono myśli sobie „nie jestem ok”, „muszę spróbować czegoś innego”, „znów zrobiłem coś źle”, „jestem beznadziejny”, „jakkolwiek bym się nie starał, to nie jestem w stanie rodzica zadowolić”, „wszystko muszę zepsuć, bo jakkolwiek bym nie robił, to jest źle”
Wtedy w efekcie, w dorosłości, albo schowa się w życiu, aby nie oberwać (tak jak obrywał od Ciebie Tatusiu/Mamusiu), albo wszystko będzie psuł, tak, jak wszystko spie*rzył/schrzanił w dzieciństwie (bo to zna, takie pozostały mu impulsy w podświadomości).

W pewnym momencie tak się wk*rwi (bo nie zniesie dłużej tego Twojego poprawiania, tego, że mu nic nie wychodzi) i zacznie robić ODWROTNIE niż chcesz. Jeśli powiesz, że chcesz spokoju, ono będzie jeszcze głośniejsze. Jeśli powiesz, by zjadło, to wypluje. Zamiast zbudować to rozwali. Zamiast się ubierać, to się rozbierze. Zamiast być na czas, to celowo zwolni. Zamiast być miłe, to uderzy drugiego.

Ma po prostu dość. A co więcej, w końcu zacząłeś zwracać na niego uwagę. Jak nabroi, to w końcu się nim zainteresowałeś. W końcu poświęcasz czas swojemu dziecku. A wcześniej tylko oglądałeś TV, pracowałeś do nocy i sprawdzałeś komórkę. Wywalczył Twoją miłość. Udało się.

Tak ono czuje. Dziecko chce, byś zwracał na nie uwagę. Zauważył, że istnieje, a nie jest tylko dodatkiem do Twojego życia albo wręcz ciężarem. Czy nie lepiej więc poświęcić mu czas wcześniej, gdy jest miło? A nie wtedy gdy jest za późno i trzeba naprawiać szkody jakie dziecko wyrządza w szkole?

Udawanie spokoju

Jak już wcześniej było wspomniane – dziecko uczy się nie przez to, co mu mówisz, ale przez to JAKI jesteś. W jakim jesteś stanie emocjonalnym.

Jeśli jesteś spokojny, Twoje dziecko też będzie spokojne. Jeśli jesteś radosny, Twoje dziecko też będzie radosne. Jeśli czujesz miłość do samego siebie, Twoje dziecko prześpi spokojnie całą noc.

Jeśli jednak nosisz w sobie złość, to miej pewność, że przelejesz to na dziecko.
Jeśli nosisz w sobie smutek, żal, zmęczenie, ono również pochłonie to z Ciebie.

Możesz nawet nic nie mówić. Ono to podświadomie zassie z Twojej osoby.
I nie ma znaczenia, że będziesz UDAWAĆ, że jesteś spokojny.

Nie można UMÓWIĆ się ze sobą na spokój. Tzn. UDAĆ spokój.

Jeśli chcesz wychować dziecko, jeśli chcesz, aby było spokojne w szkole i w domu, to nie mów mu co ma robić (logiczny, racjonalny komunikat), ale sam PREZENTUJ spokój na co dzień.

Nie możesz też poprosić go o spokój (racjonalny argument, o czym była mowa wyżej), bo po 2. dniach wszystko wróci do normy.
Dziecko nie uczy się przez informację, ale przez obserwację i naśladowanie Ciebie.

Proszenie nic nie da. Twoja złość na niego też nic nie da.
Metoda kija i marchewki tu nie działa (chyba, że chcesz stworzyć nieczującego robota).

Musisz ZAPREZENTOWAĆ własny spokój.

Pokaż dziecku jak to się robi.

Ale ponownie – nie chodzi o UDAWANIE spokoju. Nie chodzi o to, by odgrywać „rolę” spokojnego człowieka – niczym aktor.
Przykleić ładny uśmiech do twarzy, spowolnić swoje ruchy, zrealizować swój plan.

„Zobacz, jestem spokojny” mówisz niby do innych…

Tak, ale nieprawdziwy. I tę nieprawdę dziecko czuje. I co najgorsze – uczy się od Ciebie, że spokój się udaje. Nie emanuje nim, nie cieszy się swoją wewnętrzną ciszą, nie przytula do swojego wewnętrznego ciepła, do swojej głębi, ale się go udaje, gra.
W środku kipi, a na zewnątrz ładny obrazek. Oszukujesz siebie i innych. A najgorsze, że uczysz dziecko jak być oszustem.

Na zewnątrz niby wyglądasz na spokojnego, ale w środku prawie eksplodujesz. To już lepiej, gdybyś powiedział „jestem zły” – przynajmniej wiadomo o co chodzi. Zaczynamy od Prawdy. I uczysz dziecka jak być prawdziwym. Że można powiedzieć co się czuje, nie obwiniając przy tym innych i to jest ok. Można też dodać „jestem zły, ale to nie ma nic wspólnego z Tobą”

BĄDŹ spokojem. Dopiero wtedy, gdy masz w sobie prawdziwy spokój, dziecko przejmie ten spokój z Ciebie. To potwierdza neurobiologia.

Ale jak to zrobić?

Przede wszystkim ZADBAJ O SIEBIE.
Zadbaj o swój własny spokój.

Jeśli masz napiętą sytuację w domu czy w pracy, pomyśl co możesz zrobić, aby to rozwiązać. Co możesz zrobić dla samego siebie, jakie konkretne ruchy wykonać, aby wprowadzić więcej spokoju do własnego życia. Nie dziecka życia, ale do własnego życia.
Dziecko uczy się przez kopiowanie, naśladowanie. Przez obserwację rodzica i przebywanie w jego otoczeniu.

Jeśli twoje dziecko jest niespokojne, rozrabia w szkole, to nie dlatego, że z tym małym człowiekiem jest coś nie tak („no wiesz jaki jest nasz syn…”), ale to Z TOBĄ jest coś nie tak.

To TY nie prezentujesz spokoju, a tłumisz w sobie emocje. Nosisz w sobie wściekłość.
Różnica jest tylko taka, że Twoje dziecko wyrzuca ją z siebie, natomiast Ty latami nauczyłeś się ją tłumić.
To trochę tak, jakby ono wyrzucało Twoją własną złość…

No bo jeśli Ty jej nie wyrzucasz, to przecież ktoś musi. Dziecko w systemie rodzinnym zawsze jest rozwiązaniem problemów rodziców.

Jeśli chcesz, aby Twoje dziecko było spokojne, to TY musisz wrócić do spokoju.

Zmień siebie, a Twoje dziecko się zmieni.

Przede wszystkim nie kumuluj tej wściekłości w sobie.
Zastanów się – co możesz ZMIENIĆ w swoim życiu, aby było Ci lepiej, spokojniej, swobodniej.

I zrób to.

Wykonaj konkretne kroki, aby te zmiany wdrożyć w życie.

Rozwiązuj konsekwentnie wszystkie swoje życiowe trudności. Nie udawaj, że medytujesz. Nie udawaj spokoju. Działaj. Zmierz się z życiowymi wyzwaniami.

Jeśli tego nie zrobisz, to będziesz wciąż nosić w sobie złość, a Twoje dziecko będzie ją pochłaniać z Twojej osoby.

Wyrzucać ją będzie w szkole, na podwórku, w domu.
Stworzysz potwora, który będzie niszczył, kłamał i wrzeszczał.

Jeśli chcesz mieć spokojne dziecko, to zadbaj o swój WŁASNY spokój.
Nie mów mu CO ma robić („bądź cicho!”), ale wdróż spokój we własne życie konkretnym działaniem – małymi krokami.

Co możesz zrobić już dzisiaj, aby stać się bardziej spokojnym?
Jak możesz zmienić swoją przestrzeń? Co możesz dla siebie zrobić? Co możesz zrobić, by lżej ci się żyło?
Przyznaj się sam przed sobą – co Ci leży na sercu?

Zmień swoje życie tak, abyś stał się bardziej spokojny, a Twoje dziecko samo, z automatu, uspokoi się.